• Wpisów:81
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis:225 dni temu
  • Licznik odwiedzin:12 195 / 733 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Howdy~
Ostatnio mam dużo nauki i problemów, przez co czas na pisanie automatycznie znika...
Ale... Może wrócić? Może dać temu blogu drugą szansę, nowe życie?
Well... Decyzja należy do was...
Do końca tygodnia macie możliwość zagłosowania, czy chcecie abym została...
Głosy proszę oddawać na w komentarzach...
To chyba tyle...
Bye~
Chloe~
PS: Ten art jest uroczy, ok? xD
Pozdro dla fanów Undertale xD
 

 
A więc... Jak widać po tytule zawieszam bloga... Nikt go nie czyta, a ja nie mam czasu na jego pisanie... Może kiedyś wrócę.... Nie wiem... Myślę nawet o usunięciu bloga... Także... Bye~
Chloe~
 

 
A więc 1 grudnia... Zaczął się ostatni miesiąc tego roku xD
Do świąt zostały jeszcze około 3 tygodnie... Czemu więc poruszam ten temat?
Wigilia klasowa... Ostatnio mieliśmy losowanie, kto komu robi prezent xD Pytałam się już co najmniej połowy klasy, ale i tak nie mogę dojść do tego, kto mnie wylosował. Szkoda... Zawsze lepiej wiedzieć kto cię wylosował i kto ma ci robić prezent w tym roku xD
Niestety mam 90% pewności, że to jakiś chłopak... Ehh... W takim przypadku mogę pożegnać się z fajnym prezentem... Czemu?
Dlatego, że chciałam dostać rysownik, ale znając życie i chłopaków, mogę spodziewać się jakiegoś bloku za 2 zł i jakiś podrób perfum, które i tak będą pachniały jak publiczne kible...
Ewentualnie jeszcze jakiś słodyczy... W połowie zjedzonych ;_;
No, a jak tam u was? Też macie wigilię klasową? Czy też robicie sobie nawzajem prezenty, czy to tylko nasza powalona tradycja? xD
Nie mogę za bardzo się rozpisywać, bo jutro sprawdzian z matmy i ktoś musi się do niego nauczyć... -,-
Podziękowania kierujcie do naszej kochanej matematyczki, która NIGDY nie wypuszcza nas do domu bez pracy domowej! Nie, nie przesadzam... Naprawdę tak jest... *-*
A więc... Bye!
~Chloe
 

 
Przepraszam! Bardzo, ale to bardzo przepraszam za moją nieobecność! Znaczy... Wiem, że i tak mało osób czyta tego bloga, ale przepraszam osoby, które są ze mną, za moją długą nieobecność!
Szkoła. Tak, to chyba jest największy powód czemu nie dodaję wpisów...
Wątpię, że ktoś to przeczyta,ale wiem, że zawsze jakaś osoba trafi na ten profil i właśnie dla takich osób to piszę...
Postaram się czasami coś napisać, ale nie liczcie na to, że wpisy będą systematycznie wstawiane...
No, ale jeśli będę miała dla kogo, to postaram się częściej je dodawać...
Na przeprosiny wstawię wam kilka obrazków xD
 

 
No cóż... Obiecałam wstawiać wam częściej te wpisy, ale przez naukę, szkołę, pracę domową, jeszcze raz szkołę itd...jakoś nie wyszło Postaram się wstawiać wpisy systematycznie, ale nic nie obiecuję
Ale do rzeczy! W następnym rozdziale powstawiam wam różne obrazki Moje i z internetu
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hello!
Jak tam w szkole? Śpicie jeszcze?xD Ja wstałam dzisiaj wcześniej i skoro nie mam co akurat robić, postanowiłam wstawić wpis ^^
Dzisiaj piszę pracę klasową z matmy... Masakra... Życzcie mi powodzenia xD
Ja również życzę wam powodzenia, jeżeli coś dzisiaj piszecie ^^
PS: Ułożyłam wam wierszyk xD
,,Na górze szkoła, na dole szkoła, wszędzie jest tylko ta głupia szkoła! Tylko nauka, praca domowa, zero zabawy i wciąż głupia szkoła! Pani od w-fu stoi i żyje tak jak za młodu, lecz już nie za długo, bo zepchnę ją ze schodów!"
Koniec xD
Chloe <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Witam was! (I tak nikt tego nie czyta, ale olać to xD)
W tym wpisie mam zamiar zapytać się was, czego wy byście chcieli xD Może trochę jaśniej... Jaką chcecie tematykę bloga? Co chcecie żebym wstawiała? Po prostu uważam, że jeżeli prowadzę bloga, to ludzie powinni chcieć go czytać xD Jeżeli jakiś z waszych pomysłów przypadnie mi do gustu, z wielką chęcią go zrealizuje
PS: Wpisy powinny pojawiać się kilka razy w tygodniu, popołudniu lub wieczorem (ale raczej wieczorem xD). To już tylko zależy od tego, czy będę miała czas xD

Na dzisiaj to chyba tyle xD Chyba... Nie znacie dnia, ani godziny, kiedy nagle postanowię wstawić wpis, niczym pingerowy ninja xD
Chloe <3
  • awatar Hachie: No to może kontynuuj opowiadanie, pisz recenzje, dodawaj rysunki? W sumie to sama powinnaś wiedzieć co chcesz dodawać, a ludzie jeśli chcą to będą czytać. Tylko od Ciebie zależy co publikujesz, a Ci, których interesują twoje posty będą chętnie tu zaglądać! :)
  • awatar Arty i już: @~Twój słodki koszmar~: Czytałam. Ale TO wyglądało jak koniec opek.
  • awatar ~Twój słodki koszmar~: @Dziennik Zabójcy: Jeżeli przeczytałabyś dokładnie poprzedni wpis, to tam wyraźnie napisane jest, że nadal będę pisała opowiadanie...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
A więc postanowiłam rozkręcić pracę na blogu ^^. Do tej pory wstawiałam tylko od czasu do czasu rozdziały. Mam zamiar to zmienić. Nadal będę pisała opowiadanie, ale mam też zamiar tchnąć w tego bloga nowe życie ^^
Z resztą... Za dużo pisania xD Przekonacie się sami ^^
A teraz... Muszę kończyć, bo gimbaza wzywa x"D
Bayo ^^ Chloe <3
 

 
Powoli jadłam obiad, aż przypomniało mi się, że miałam o coś zapytać.
- Umm... Wiem, że to trochę głupio zabrzmi, ale... Gdzie ja mam pokój?- zapytałam cicho.
-No... pokój masz na górze, tuż obok pokoju Mike'a. A no właśnie....-spojrzała na mojego brata- Mike... Miałeś przecież pokazać Emmie, gdzie jest jej pokój.
-Yyy... Zapomniałem...- Powiedział, uśmiechając się przy tym wrednie.
Ja natomiast tylko zmroziłam go wzrokiem, po czym wróciłam do jedzenia posiłku.
Nikt się nie odzywał, natomiast wszyscy wymieniali między sobą spojrzenia. W końcu ciszę przerwał Mike.
-Umm... Ja już jestem najedzony...- powiedział, po czym udał się po schodach na górę.
-A ja...yyy...Muszę pogłaskać żółwia!-dodała Emily, po czym pobiegła, za bratem.
-Przecież ona nie ma żółwia-powiedziała zdziwiona mama.
-A ja... Muszę oddać książki do biblioteki!- krzyknęła Abby, po czym wybiegła z domu.
-Umm...Ja też!- dodała Lucy, wybiegając z domu z siostrą.
-No, ale książek to już nie wezmą...- zaśmiał się tata.
-Mnie śpieszy się do pracy- oznajmiła mama, po czym wyszła z domu.
- No, a ja nie wymyślając głupich wymówek, wyjdę po prostu z domu- powiedział opuszczając budynek.

Ja natomiast westchnęłam, po czym zaśmiałam się pod nosem. Następnie weszłam na górę, kierując się w stronę mojego pokoju.
I szczerze... Bardzo mi się spodobał! Wesoła rzuciłam się na łóżko, po czym ujrzałam na biurku otwartego laptopa.
Bez zastanowienia zajrzałam tam. W Internecie otwarta była jakaś strona... Facebook...
Tak... To moje konto... Od razu zajrzałam na mój profil.
Nic ciekawego... Były tam różne selfie z jakimiś dwoma dziewczynami...
W poście były oznaczone jako Bianka Ross i Natalie Gray...
Hmm... Czyli się z kimś przyjaźniłam...
Dobrze wiedzieć...
Lecz jedna rzecz ciekawiła mnie najbardziej...
Otworzyłam "konwersacje". Pierwsza jaka mi się wyświetliła, była to rozmowa z Bridget McChicken...
-Co to za nazwisko... -pomyślałam, uśmiechając się przy tym lekko.
Postanowiłam przeczytać tą rozmowę...
Rozmowa:
Bry: Witaj Emmo, a raczej dziecko dżungli.
Ja: Cześć Bry.
Bry: Biedaczka z ciebie. Ale dobrze ci tak.
Ja: O co ci chodzi?!
Bry: Widać, że nie zostałaś zaproszona na imprezę roku! Ale nie martw się. Ta impreza i tak jest tylko dla fajnych osób.
Ja: Skoro ta impreza jest tylko dla fajnych osób to co ty tam właściwie robisz?
Bry: Uważaj na słowa Tarzanko! Ja jestem najfajniejszą, najcenniejszą i najpiękniejszą osobą na całym świecie! A poza tym tą imprezę organizuje Dylan!!! Najprzystojniejszy chłopak w szkole i mój książe z bajki!!!
Ja: Hahahaha!!!
Bry: Cała nasza klasa i reszta pierwszych klas została zaproszona! Oczywiście oprócz ciebie i innych nielicznych dziwaków takich jak ty!!!

Okey! Jedna rzecz jest pewna! Ja i ta dziewczyna napewno się nie przyjaźniłyśmy!
Ale jedno jest dobre w utracie pamięci... Mianowicie to, że można się ze wszystkimi zapoznawać i zaprzyjaźniać na nowo!
No cóż... Może... Yyy.... Wiem! Napiszę do tej całej Bry! Muszę bliżej zobaczyć ten jej charakter!
Bez zastanowienia wzięłam laptopa do rąk, po czym zaczęłam pisać.
Ja: Hej Bry.
Trochę czekałam na odpowiedź, lecz w końcu dziewczyna odpisała...
Bry: Ugh...Emma...No hej...
Po jej tonie pisania, od razu mogłam poznać, że nie cieszy się z tego, że do niej napisałam...
Ja: Co tam?
Bry: A żebyś wiedziała, że cudownie! Mama kupiła mi nowego Iphona 6s! Umówiłam się z Dylankiem i zostałam gospodarzem waszej durnej klasy! Dostałam kieszonkowe, czyli kolejne 10 tysięcy na nowe butki oraz moja mama jest dyrektorką szkoły! Wprowadziła nowe reguły oraz na naszych mundurkach będzie teraz mnóstwo ślicznych błyszczących cekinów!
Ja: Umm... Aha... To ja... Yyy... Muszę już kończyć... Pa...
Bry: Nara Tarzanko...

Już nie lubię tej dziewczyny! Normalnie typowa Barbie! Na dodatek super bogata! Ugh... Aż mnie mdli, gdy tylko o niej pomyślę...
Hmm... Do kogo by tu teraz napisać? Zobaczmy...
Kate Barnes
Rose Lee
Taylor Kelly
Alex Cook
Bianka Ross
Lea Whitemore
Natalie Gray
Bridget McChicken
Itd...
Hmm... Zobaczmy lepiej, kto jest aktywny...
(aktywne osoby będą oznaczane żółtą gwiazdką xD)
Kate Barnes
Rose Lee
Taylor Kelly
Alex Cook
Bianka Ross
Lea Whitemore ⭐
Natalie Gray
Bridget McChicken⭐
Itd...
Okey... Czyli aktywne są tylko Bry i Lea...
Chwila... Lea? Kto to jest? Bez zastanowienia postanowiłam to sprawdzić...
Ja: Hej.
I jak zwykle musiałam czekać na odpowiedź...
Lea: Emma! Nie spodziewałam się, że napiszesz... Jak tam w nowej szkole? Masz jakiś nowych przyjaciół? Tęsknimy tu za tobą (:
Ja: Umm... Bo wiesz... Tak jakby straciłam pamięć i w ogóle nic nie pamiętam... Także... Mogłabyś mi powiedzieć kim jesteś? Tak, tak, wiem jak to głupio brzmi...
Lea: Ou... Przykro mi... Mam nadzieję, że odzyskasz w końcu pamięć, bo tyle lat przyjaźni nie poszło chyba na marne... Ale w skrócie... Jestem Lea i jestem twoją najlepszą przyjaciółką od przedszkola... Niestety w wakacje przeprowadziłaś się, i od tego czasu nie miałyśmy ze sobą żadnego kontaktu...
Ja: Umm...Wiesz... Nawet jak cię nie pamiętam, to i tak miło słyszeć, że posiadałam jakiś przyjaciół xD
Lea: Nawet nie wiesz, jak Andy rozpoczał po twoim wyjeździe! Normalnie dzwonił do mnie o 5 rano i gadał, że skoro ty wyjechałaś, to teraz mnie będzie budził z samego rana, bo nie ma z kim gadać! xD Masakra xD
Ja: Życie które opisujesz, bardzo mi się podoba! xD Ale... Kto to Andy?
Lea: Umm... Andy, to twój "przyjaciel" xD
Ja: Aaa... Dlaczego dałaś słowo "przyjaciel" w cudzysłowiu?
Lea: Bo... Nie wiem czy to ja miałam przewidzenia czy ty i Andy wpadliście sobie w oko? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Ja: W takim razie na pewno miałaś jakieś przewidzenia, bo...bo...Bo tak!
Lea: Jasne... I tak sobie wmawiaj... Ja i tak nie zmienię swojego zdania. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Ja: Wolę nie wnikać, co znaczy ten lenny face...
Lea: Okey... To może zmieńmy temat... Christina wręcz skakała z radości, gdy dowiedziała się o twoim wyjeździe! I tak nigdy nie lubiłam tej jędzy...
Ja: Umm... Rozumiem, że ja i ta Christina niezbyt się lubiłyśmy?
Lea: Niezbyt? Wy się nie znosiłyście! Raz nawet zrobiłyście taką bójkę, że 5 nauczycieli nie mogło was rozdzielić! Żebyś ty to widziała...xD

I tak pisałam z Leą z kilka dobrych godzin... Polubiłam tą dziewczynę! Ale z tym Andy'm to napewno ściemniała! Chociaż... Hmm... Nie! Napewno nie! Lepiej położę się spać... W końcu jutro już wracam do szkoły...
 

 
Ktoś zaczął stukać mnie w ramię, a ja powoli otwierałam oczy.
- Już jesteśmy!- usłyszałam głos mamy.
Ziewnęłam i ujrzałam przed sobą średniej wielkości budynek.
- Nareszcie w domu- pomyślałam, po czym wysiadłam z pojazdu.
Ah... Nowe, a raczej stare życie... Co ja bym dała, żeby odzyskać znów pamięć... Co ja bym dała za dawną siebie...
Powoli zaczęłam zbliżać się do budynku. I, gdy ledwo co otworzyłam drzwi, zostałam stratowana przez czwórkę dzieci! Czyli 1...2...3...4...i już twarz leży na ziemi! A raczej na wycieraczce...
Podniosłam się po czym krzyknęłam:
- Emily!!! Abby!!! Lucy!!! Mike!!!
Lecz rodzeństwo tylko się zaśmiało, po czym zaczęło uciekać, widząc moją minę.
- Dopadnę was! Nie uciekniecie! Obiecuję wam to!
Po tych słowach zaczęłam gonić dzieciaki po całym domu, wytrącając meble z ich miejsca. Ale rodzeństwo nie było gorsze! Przy ostrym zakręcie zbili ulubiony kubek mamy.
Gdy kobieta wchodząc do domu zobaczyła to zajście, wszyscy bez zastanowienia zaczęli biec do swoich pokojów. Moment! Gdzie ja mam pokój?! I w tej chwili wpadłam! Chyba, że...
W tym momencie zauważyłam jakieś niewielkie drzwi w rogu salonu. Bez zastanowienia tam pobiegłam i zamknęłam je mocno przy tym trzaskając. I wtedy spadłam z jakiejś wysokości. To były schody. Zemdlałam...
Obudziłam się, po czym się rozejrzałam. Było dość ciemno, a kurz panował wszędzie. Wtedy zrozumiałam, że jestem w piwnicy.
-No brawo ja!- pomyślałam, po czym usłyszałam jakiś szelest.
Powiem, że trochę się przestraszyłam. Lecz najpierw postanowiłam poszukać, gdzieś włącznika światła, albo choćby jakiejś latarki.
Błąkałam się, łaziłam, szukałam po ścianach, w pudłach, w kątach, ale na nic.
Albo to ja jestem ślepa, albo w tej piwnicy nie ma światła, a co gorsza nawet zwykłej latarki. No cóż... Zostało mi już tylko znaleść schody i wyjść. To nie będzie trudne.
Jak pomyślałam, tak też zrobiłam. Zaczęłam łazić w poszukiwaniu schodów i nagle się potknęłam.
- Okej. Schody znalezione- pomyślałam sobie, wstając i otrzepując się z kurzu.
Powoli zaczełam wchodzić po tych schodach, aż dotarłam w końcu do drzwi.
- Teraz tylko wystarczy wyjść. To nie będzie trudne!- pomyślałam.
Bardzo się pomyliłam! Ciągnęłam za tą durną klamkę, ale na darmo! Ciągnęłam i ciągnęłam, aż w końcu zrozumiałam, że się zatrzasnęłam.
-Super!- pomyślałam sarkastycznie.
Okej. Próba numer 2, czyli: Dalsze walenie w te drzwi bez sensu oraz wrzeszczenie o pomoc.
- Ratunku!!!! Pomocy!!!! Zatrzasnęłam się w piwnicy!!! Słyszy mnie ktoś?! Halo!!!
Poważnie?! Ja sobie tutaj gardło zdzieram, a oni mnie nawet nie słyszą! I nie wiem jak dla was, ale jak dla mnie, to ostre przegięcie!
Ciekawe kiedy zaglądają do piwnicy?
Może by mnie uwolnili...
Wtedy drzwi od piwnicy się otworzyły, a ja z całej siły oberwałam nimi!
I tak ponownie wylądowałam na dole! Wtedy do piwnicy wszedł Mike, zauważając mnie przy tym.
-Słuchaj Emma, rozumiem, że możesz być zmęczona, ale to nie jest miejsce, ani pora na spanie- powiedział śmiejąc się ze mnie.
-Dzięki, nic mi nie jest. Miło, że pytasz!- odparłam sarkastycznie.
- Jezu, nie rób z siebie ofiary, tylko chodź już!- odpowiedział, wciąż śmiejąc się ze mnie pod nosem.
- Nie jestem Jezusem!- odparłam, po czym również zaczęłam zmierzać na górę.
Gdy dotarliśmy na górę, drzwi były zamknięte.
-Mike, zamykałeś drzwi?- zapytałam.
- Nie... Zostawiłem je otwarte. Na sto procent ich nie zamykałem.
Oboje byliśmy bardzo zdziwieni, bo skoro ja byłam cały czas na dole, a Mike twierdzi, że ich nie zamykał, to...
To kto to zrobił?
- A w ogóle czemu się przejmujesz, że drzwi są zamknięte?- zapytał- Przecież wystarczy je po prostu otworzyć! Chyba, że ta czynność jest dla ciebie zbyt skomplikowana- odparł z wrednym uśmieszkiem.
- Uważaj lepiej na to co mówisz, bo robisz sobie we mnie coraz większego wroga- odpowiedziałam groźnie.
- Może lepiej wytłumacz, czemu tak dramatyzujesz z powodu zamkniętych drzwi!
-Bo tak się składa, że tych drzwi nie da się otworzyć od środka!- odparłam.
- No to tutaj utknęliśmy- odpowiedział chłopak.
- No co ty...Ja już tutaj tkwię od kiedy to zostawiliście mnie samą, gdy rodzice chcieli nas ochrzanić!
- Nie moja wina! Każdy odpowiada za siebie...
Nagle drzwi się otworzyły, a do środka wtargnęła siedmiolatka.
-Hej, co wy tutaj robicie?- zapytała Emily, wchodząc do piwnicy.
-Tylko nie zamykaj drzwi!- krzyknęliśmy jednocześnie.
-Czemu?
Ale było już za późno. Bo oczywiście ,,niezmiernie mądra" istota zwana moją siostrą, zamknęła drzwi w czasie, gdy zakazaliśmy jej tego wyraźnie!
Ja i Mike patrzyliśmy na Emily z wyrzutem, robiąc przy tym jednocześnie facepalm'a.
-No co?- zapytała dziewczynka robiąc przy tym z siebie wielką idiotkę.
-Nadzieja umiera ostatnia...-pomyślałam sobie, tkwiąc zatrzaśnięta w piwnicy z debilnym bratem i nie myślącą młodszą siostrą.
-Ciekawe kiedy zaczną nas szukać- powiedział Mike, przerywając tą niezręczną ciszę.
Ja i Emily tylko spojrzałyśmy na Mike'a, po czym znów nastała całkowita cisza...
-Nikt nie ma przy sobie telefonu?- zapytałam z nadzieją w głosie.
- Zostawiłem swój w pokoju- powiedział ponuro Mike.
-A ja mam taką cegłę, że aż szkoda ją gdzieś brać...-dodała Emily.
Nagle drzwi się otworzyły, a w nich stały Abby i Lucy.
-Nie zamykajcie drzwi!- krzyknęłam po czym szybko pobiegłam na górę i wybiegłam z tej koszmarnej piwnicy.
Za mną wybiegli Mike i trojaczki, po czym wszyscy znowu rozeszli się do swoich pokojów. Wszyscy oprócz mnie oczywiście! Do piwnicy już na pewno nie wejdę! I już nigdy nie zaufam żadnym drzwiom...
Nie zostało mi nic innego jak we własnym domu szukać swojego pokoju...
Najpierw parter...Okej...Otworzyłam pierwsze drzwi, jakie zobaczyłam. Pudło! To łazienka. Idę dalej. Hmm...
Potem kolejne drzwi... Kuchnia. Masakra!
I tak przeszukałam jeszcze chyba kilka lub kilkanaście pomieszczeń...
Posiadanie rodzeństwa nie jest takie łatwe, jak myślałam...
Nie. Jest o wiele trudniej...
Okey. W tamtym domu miałam siostrzyczkę, ale ona była malutka i bardzo cicha.
Nie to co tutaj... Ugh... Nieważne...
Poczekam sobie do obiadu i wtedy po prostu się zapytam, gdzie mam pokój...
Poszłam do salonu, usiadłam na kanapie, po czym postanowiłam pooglądać telewizję...
Gdy skończyłam wszyscy zaczęli zbiegać na dół, a ja poszłam za nimi...
Dzisiaj na obiad były naleśniki z twarogiem i polewą truskawkową... Mniam!
Nikt się nie odzywał podczas posiłku...
Coś czuję, że to będzie długi dzień...
 

 
Gdy weszliśmy do samochodu czułam, że będzie to nudna, a co gorsza strasznie dłuuga droga. I miałam rację! Moje rodzeństwo (które z resztą ,,znam" od trzech godzin) rozpoczęło bójkę! Ale nie taką zwykłą bójkę! To była bójka na frytki!
-Przestańcie!!! Spokój! Zostawcie te frytki w spokoju! Co one wam takiego zrobiły!?- krzyknęłam na cały samochód tak głośno, że po chwili nastała taka cisza jak nigdy przedtem!
Jedyne co było teraz słychać, to nasz jadący samochód. Wszyscy nadal na mnie patrzyli, jakbym coś im zrobiła. Może nie powinnam krzyczeć? No, ale trudno. Czasu nie cofnę.
-Hej, nie chciałam na was nakrzyczeć. Po prostu jak rzucacie się frytkami, spróbujcie nie trafiać we mnie- powiedziałam zwracając się do rodzeństwa.
Mówiłam to łagodnie, chociaż wciąż przepełniała mnie ogromna złość. A czemu? Domyślcie się! Podpowiedź: Mam całe włosy we frytkach!
Pomijając fakt, że mnie ogromnie wpieniają, polubiłam te dzieci. W końcu to moje rodzeństwo. A rodzice? Prawie w ogóle ich nie ,,znam", a dokładniej całkowicie nie pamiętam. Ale na to mam jeszcze czas.
Teraz, gdy wrócę do szkoły, nie będę znała nikogo! A co najgorsze to, że nie będę wiedziała z kim się przyjaźniłam! Tyle wspomnień, a ja nie pamiętam nic!
Ale muszę to w końcu zaakceptować. Przecież nie odzyskam już prawdopodobnie pamięci. Nie ma na to po prostu szans.
- Daleko jeszcze?- zapytała jedna z trojaczek.
- Zostało już tylko 9 godzin- odpowiedziała mama, a ja z resztą rodzeństwa jednocześnie westchnęłam.
- Tia... Tylko 9 godzin...- pomyślałam sarkastycznie.
Gdy mówiłam, że to będzie długa droga, nie miałam na myśli 12 godzin jazdy! Ludzie! To już przesada!
- Hej, co wszyscy siedzicie tacy znudzeni?- zapytał tata.
Nikt nie odpowiadał, natomiast chyba każdy posłał mu mordercze spojrzenie.
-Okej, już nie pytam- powiedział, widząc jak na niego patrzymy.
- Jeszcze przez jakiś czas siedziałam tam znudzona, aż w końcu zasnęłam. Samochód jest aż 8-osobowy, a nas jest siedmioro, więc aż tak bardzo się nie cisnęłam. Oczywiście prócz tego, że siedziałam pomiędzy dwoma chrapiącymi dziewczynkami. To było lekkie utrudnienie, ale i tak udało mi się zasnąć...
Obudziłam się w środku nocy. Wszyscy oprócz mnie i taty spali. Z resztą taty nie licząc, (bo on w ogóle nie spał), to nie spałam tylko ja. Pomyślałam, że nie będe mu zawracać głowy, więc postanowiłam spróbować zasnąć. Ale nic z tego! Jeszcze chwila i zacznę podejrzewać się o bezsenność! Jechaliśmy po jakimś pustkowiu, więc nie musicie się domyślać, że czułam się niepewnie.
- Zaśnij wreszcie Emma! Zaśnij!- mówiłam sobie w głowie, ale to na nic. Ja już po prostu już tak mam!
Jeszcze trochę jechaliśmy, aż nie usłyszałam:
- Niedobrze...
Po czym się zatrzymaliśmy. Hmm... Zatrzymujemy się na pustkowiu, tak gdzie nie ma innych świadków, znaczy ludzi! Tam gdzie nikt nas nie znajdzie... Gdzie jesteśmy zupełnie sami....
Za dużo kryminałów się naoglądałam, to teraz mam za swoje! Wmawiam sobie rzeczy, które nie mają możliwości zdarzenia się! Chyba, że....
- Emma!- znów krzyknęłam w myśli, próbując wrócić do rzeczywistości.
Paranoiczka się ze mnie zrobiła!
Ale wracając do tematu! Więc jak już mówiłam, zatrzymaliśmy się. Było to całkiem gwałtowne hamowanie, więc wszyscy od razu się obudzili.
- Co się tu dzieje?!- zapytała wciąż zaspana mama.
- Jest taka mała szansa, że mogliśmy złapać gumę- odparł mężczyzna.
Na te słowa znów wszyscy westchnęli.
- I co teraz?- zapytała.
- Musimy zmienić opony- powiedział tata.
Po tych słowach podszedł do bagażnika, po czym go otworzył i rzekł:
- Mamy pewien problem.
- Co znowu?- zapytał zaspany Mike
- Nie mamy zapasowych opon- odrzekł.
- No to pięknie!- rzekła mama.
A ja również zaspana, już wiedziałam, że nie będzie tak łatwo. Czemu to na mnie zawsze muszą spadać nieszczęścia?! Po prostu jestem jakaś przeklęta! Tam gdzie jestem ja, zawsze musi się stać coś złego! Tak jak choćby teraz!
- I co teraz zrobimy?- zapytałam.
- No nie wiem. Poczekamy aż ktoś tędy przejedzie i poprosimy, żeby nas stąd odcholował- odparł tata.
- A może po prostu zadzwonimy po pomoc? Zobacz na dzieci! Ledwo co stoją na nogach!- powiedziała kobieta.
- Okej okej- odpowiedział.
Po tych słowach rodzice wyjęli telefony, po czym usłyszałam:
- Nie mam zasięgu- to był głos taty.
- Ja też- powiedziała mama.
No to klapa totalna! Utknęliśmy na jakimś pustkowiu, bez zasięgu, z przebitą oponą i wielkim prawdopodobieństwem, że nikt nas tutaj nie znajdzie!
- Pójdę kogokolwiek poszukać i sprowadzić pomoc. Ty zostań z dziećmi- powiedział tata.
- Dobrze, tylko wracaj szybko- odpowiedziała mama.
Tata poszedł, a my tak staliśmy w tej niezręcznej ciszy. I czekaliśmy. I czekaliśmy dalej. I czekaliśmy jeszcze dłużej, aż nie przerwałam tej ciszy, mówiąc:
- Hej, gdzie jest tata?
- Właśnie. Bardzo długo go już nie ma- dodał Mike.
Trojaczki w ogóle się nie odzywały, tylko patrzyły zmartwionym spojrzeniem.
- No nie wiem- zaczęła mama-faktycznie całkiem długo go nie ma. Może coś mu się stało? Słuchaj Emmo. Ja dam ci mój zapasowy telefon i pójdę poszukać taty. Zajmij się młodszym rodzeństwem i jakby coś się stało dzwoń- dokończyła.
Kobieta dała mi do ręki telefon, po czym zaczęła odchodzić w tym samym kierunku co tata.
I tak zostałam sama. No prawie. Było ze mną jeszcze czworo dzieci, ale jak one mogą mi tutaj pomóc, jakby coś się stało. Nie mogą pomóc, więc jeżeli coś się stanie to będę musiała ratować siebie (co i tak będzie trudne) oraz czwórkę dzieci (co będzie praktycznie niewykonalne)! I co ja mam teraz zrobić? Jestem tutaj najstarsza i co się również z tym wiąże, niestety muszę być za tą czwórkę odpowiedzialna.
- Gdzie są rodzice?- zapytała zaniepokojona Lucy.
-W-właśnie!- dodała łamiącym się głosem Abby.
- Gdzie oni są?- powiedziała już ze łzami w oczach Emily.
- Poszli poszukać pomocy- odpowiedział Mike.
- Zostaliśmy tutaj sami. Ale spokojnie. Oni niedługo wrócą- dodałam.
Sama nie byłam pewna własnych słów, ale miałam taką nadzieję. Ale co jeśli się mylę? Co jeśli nie wrócą? Ogarnij się Emma! Napewno wrócą!
I mimo, że powtarzałam sobie, że wrócą, ciągle nie umiałam się uspokoić. Okej. Według telefonu jest 2 w nocy, czyli mamy nie ma już około godziny. Niedobrze. A co jeżeli obojgu coś się stało? Nie chcę stracić rodziców! Nie znowu! Lepiej zadzwonię do mamy i zapytam czemu ich tak długo nie ma. Właśnie. Czemu ich tak długo nie ma?
Wzięłam do ręki telefon i wybrałam numer mamy. Czekałam, czekałam i czekałam. Odebrała! Super!
- Halo?- powiedziałam, ale w słuchawce jedyne co było słychać, to głucha cisza.
-Halo?- powtórzyłam. Dalej cisza.
Błagam! Odpowiedz coś!
- Halo!- Krzyknęłam. Głucha cisza. Po prostu brak. Brak jakiegokolwiek dźwięku.
Rozłączyłam się.
Jest źle! Jest naprawdę źle! Wręcz krytycznie!
- Do kogo dzwoniłaś?- zapytał Mike.
- Do mamy- odparłam.
- I co? Kiedy wrócą?- powiedział z nadzieją na dobre wieści.
- Nie wiem. Odebrała, ale w słuchawce jedyne co było słychać, to głucha cisza.
I wtedy zapadła właśnie taka głucha cisza. Wszyscy mieli miny, jakby spodziewali się najgorszego. Ale to w ogóle nie ma sensu! Odebrała, ale nikt się nie odezwał. Kompletnie bezsensowne!
- Hej, nie róbcie takich min. Zadzwonię do taty! Może on nam powie, co się dzieje!
Po tych słowach ponownie wzięłam telefon i zadzwoniłam. I tak jak poprzednio czekałam, czekałam i czekałam. Odebrał! Oby chociaż on się odezwał.
- Halo?- powiedziałam z nadzieją, że chociaż on odpowie.
- Emma?To ty?! Szybko dzwoń po pogotowie! Twoja matce coś się stało! Jest nieprzytomna! Potem po was przyjedziemy! Teraz dzwoń!
Mężczyna podał mi adres, oraz stan mamy, a ja pospiesznie tam zadzwoniłam.
Strasznie bałam się o mamę! A co jeśli to coś poważnego?! Co ja mam teraz powiedzieć dzieciakom?! Wszystko mi się zawala! Wszystko! Nic nie jest dobrze!
- Hej, co się stało?- zapytał Mike.
- Mama jest nieprzytomna- odparłam.
- Co?! I co z nią?! Gdzie ona jest?!- dodał zszokowany chłopak.
- Nie znam za wielu szczegółów, czyli choćby gdzie ona jest, ani dlaczego straciła przytomność, ale wiem, że karetka już jedzie, więc bądźmy dobrej myśli- odpowiedziałam pocieszającym głosem. Nie byłam w dobrym nastroju, więc nie zachowywałam się też jakoś wielce entuzjastycznie. No bo jak to miałam powiedzieć?! ,,Hej, mamie zapewne coś się stało, ale luzik!" Nie! Tak bym w życiu nie powiedziała! Ja chcę, żeby to wszystko już się skończyło! Chcę obudzić się w swoim łóżku i stwierdzić, że to był tylko sen! Tylko straszny sen! Chcę, aby to był zwykły koszmar, który tylko mi się śni! I nie wiem jak wyglądało moje życie poprzednio, ale chcę do niego wrócić i chcę, aby wszystko było jak wcześniej. Chcę wrócić do przeszłości!
-Ale wszystko będzie dobrze?- zapytała Abby.
- Oczywiście! Obiecuję ci, że wszystko się ułoży- odparłam.
Boże! Jaka ja głupia! Obiecuje małemu dziecku, coś w co sama za bardzo nie wierzę! A co jeżeli właśnie nic się nie ułoży! To dziecko mi wierzy, w coś, co powiedziałam coś, co miało ją jedynie uspokoić i podnieść na duchu. Po co w ogóle wyrwałam się z tym ,,Obiecuję"?! Po prostu brawo ja!
Wszyscy czekaliśmy w milczeniu na to, co się wydarzy. I jedyne co było słychać, to otaczającą nas, niezręczną ciszę.
Nagle w oddali, zaczęło widać jadący w naszą stronę samochód. Nareszcie! Przyjechali!
Moment... Przecież samochód taty jest tuż obok nas i ma przebitą oponę. W takim razie czym oni jadą? Hmm... Za chwilę wszystko się wyjaśni. Samochód do nas podjechał, a z niego wysiedli rodzice! Wszyscy od razu rzuciliśmy się na mamę, która odwzajemniła nasz uścisk.
-Mama!!!- krzyknęło radośnie rodzeństwo.
- Jednak nic ci nie jest!- powiedziałam, a w moim głosie było słychać ogromną radość.
- Też się cieszę, że was widzę!- odparła ucieszona kobieta.
-Halo! Ja tu czekam!- powiedział tata, próbując zwrócić na siebie uwagę.
Po tych słowach wszyscy wsiedliśmy do auta, a ja postanowiłam zostawić te dziwne wydarzenia, jako moją bardzo pokręconą przeszłość. W końcu i tak do tego wrócę. Przecież mówiłam, że niektórych rzeczy, nie da się po prostu zapomnieć. Ale to dopiero później! A teraz? Teraz muszę zająć się teraźniejszością! A na przeszłość, mam jeszcze czas...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Hej, jak wiecie nareszcie zaczęły się NAPRAWDĘ dłuugo oczekiwane WAKACJE! Jak tam wasze świadectwa? Do której klasy teraz idziecie? Macie już jakieś plany na wakacje? U mnie wygląda to tak: świadectwo super(duużo wkuwałam, żeby było super), idę teraz do gimnazjum, i nawet nie wiem co o tym myśleć. No bo z jednej strony się ciesze, bo wreszcie uwolnię się od mojej głupiej wychowawczyni (czyt.jędzy), ale z drugiej strony, nie wiem z kim trafię do klasy. Właśnie przydzielenie do klas jest teraz dla mnie największym stresem. A plany na wakacje? Póki co żadnych nie miałam, aż moi rodzice nie raczyli mnie zapisać na kolejną durną kolonię, na której zapewne znów nałapię sobie z 10 nowych wrogów i MOŻE z jedną koleżankę. Tak! Tak właśnie wyglądają moje kolonie! A jak mnie zapisali, to już było zupełnie nie fer! A było to tak: najpierw moja mama się mnie z 10 razy pyta czy chcę jechać, a ja jej odpowiadam cały czas, że NIE! Ale to jeszcze nie koniec! Po tych moich wiecznych odmowach, raczyła mi powiedzieć, że już mnie zapisała! I co o tym sądzicie? Ja sądze, że to po prostu strasznie nie fer!!! Ale co tam... Każda kolonia kiedyś się kończy, a jam jeszcze wakacje do przeżycia! Oprócz koloni, wyjeżdżam jeszcze nad morze, więc może nie będą to aż tak zmarnowane wakacje...Ale ludzie! Wakacje mamy, więc krzyczmy YEAH!!!
 

 
Przez cała drogę do domu w ogóle się nie odzywałam, gdyż cały czas myślałam o tym, co się dzisiaj zdarzyło. To było...dziwne... Takie niezwykłe... No bo czy straciliście kiedyś pamięć? Czy nie pamiętaliście żadnych szczegółów? Czy spotkaliście trojaczki, które podają się za wasze siostry? (Tia wiem, że to zdanie brzmiało dziwnie) Zakładam, że nie! Mam rację, prawda? Bo takie rzeczy, zdarzają się jedynie mnie! Co nie? Pewnie, że tak!!! Chyba, że nie... Wątpie, żeby ktoś miał dziwniejsze życie ode mnie!!!
Okej, okej... Już przestanę tak przynudzać! Powiem tylko, że to niezwykłe, niezwykle dziwne uczucie.
Po powrocie do domu, rzuciłam się na łóżko i leżałam z twarzą wgapioną w sufit. To wszystko jest... Takie...takie, że nie umiem tego określić jednym słowem! Kim na w końcu jestem?! Tak tak... Znowu to samo! Znowu myślę tylko o tym! O tym życiu!
- Weź się wreszcie w garść! Przestań myśleć o tym co było! Przestań wreszcie rozkopywać stare czasy! Zostaw w spokoju przeszłość! Patrz na teraźniejszość!...- pomyślałam, wciąż leżąc i myśląc.
Ale to nie takie proste! To w ogóle nie proste! Wręcz przeciwnie! To okropnie skomplikowane porzucić i zapomnieć o swoim całym życiu w jedną chwilę. To wręcz niemożliwe! Z tego co wiem jestem jednocześnie Amber i Emma! Ale to nie ma żadnego sensu! Jedna osoba... Dwa życia... Nic z tego nie rozumiem!
Po ponownych przemyśleniach postanowiłam po prostu porozmawiać z ,,mamą". Zeszłam na dół i rzeczywiście! Siedziała sobie przy stole popijając kawkę i czytając gazetkę modową! Ta sobie odpoczywa z kawką i gazetką, mi zakazuje wyjść z domu! To po prostu nie fair! Postanowiłam do niej podejść i zapytać.
-Mamo...- zaczęłam niepewnie.
- Taak?- zapytała zaciekawiona.
- Powiedz... Czy... Czy ja naprawdę mam na imię Amber?
Przez chwilę trwała zupełna cisza. Widocznie zaskoczyłam ją tym pytaniem. Ale co się dziwić? Takich rzeczy nie słyszy się codziennie. Kobieta w końcu się odezwała mówiąc:
- No cóż...
- Taak?- zapytałam zniecierpliwiona
- Więc opowiem ci całą historię. Nie wiadomo kim tak naprawdę jesteś, ani skąd pochodzisz. Znaleźliśmy cię na tym pustkowiu zupełnie przypadkowo. Gdy ujżeliśmy cię pierwszy raz, leżałaś na tam nieprzytomna . Sama... Postanowiliśmy zabrać się do szpitala... Nikt nie znał żadnych twoich danych, więc miałaś trafić do domu dziecka. Ale wiedząc, że nie masz gdzie wrócić, postanowiliśmy cię zaadoptować. To my nadaliśmy ci imię Amber. I to by było na tyle...- powiedziała kobieta ze spuszczoną głową.
Ja sama nie wiedziałam, co mam o tym myśleć. Po jej opowieści, zaczęłam coraz bardziej się zastanawiać, nad tym co mówiły mi te małe dziewczynki. O tym, czy naprawdę nie nazywam się Emma...
- Powiedz... Dlaczego nie powiedziałaś mi tego od razu...- zapytałam cicho- Przecież nie była bym zła... A przynajmniej nie tak zła jak w tej chwili.
- Wybacz... Po prostu... Nie umiem ci tego wyjaśnić...- odparła kobieta.
No bo w sumie, to by się nawet zgadzało... Nagle znikam z domu, a tu proszę! Zostaję znaleziona na jakimś pustkowiu! Hmm... Został mi jeden sposób, aby wszystko wyjaśnić! Muszę znów spotkać te trojaczki! Tylko one mogą teraz tu coś zdziałać!
Szybko nałożyłam na siebie jakąś bluzkę, po czym wybiegłam pospiesznie z domu.
- Hej, gdzie tak biegniesz!?- zapytała mama widząc, jak pędzę w stronę drzwi.
- Przed siebie!- krzyknęłam będąc już praktycznie za drzwiami.
Biegłam tak i biegłam aż znowu na kogoś wpadłam. Brawo Amber! A może Emma?... Yhh... Nieważne...
Podniosłam się i nie zgadniecie kogo zobaczyłam!
- To znowu ty?!- zapytałam zszokowana
- Oj Emma... Rozumiem raz się zderzyć, ale to już lekka przesada! Oczy chyba do czegoś służą!
Tak tak! Zderzyłam się właśnie z nim! Z Ethanem! Znowu! Co to jest jakaś klątwa?
- Po pierwsze. Jestem Amber, a nie Emma. Po drugie. Ty też mógł byś patrzeć jak chodzisz! A po trzecie. No yyy... No tak w sumie to mam tylko dwa argumenty, ale wiesz o co chodzi!
- Po co ta złość? Poza tym znów się mylisz, bo masz na imię Emma, po drugie uważam jak chodzę, a po trzecie czemu tak się mnie czepiasz? Przecież nic ci nie zrobiłem!
- Masz rację... Wybacz... Po prostu ostatnio jest mi bardzo ciężko i w ogóle...
- Cała Emma! Najpierw zaczniesz obwiniać cały świat o wszystko, a potem nagle zdasz sobie sprawę, że sama jesteś sobie wszystkiemu winna!
- No wiesz ty co?! To ja liczyłam, że powiesz coś w stylu ,, Nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze", a ty mi mówisz...
- ...Prawdę?- przerwał mi chłopak, patrząc na mnie.
Przez chwilę znów trwała cisza. Osłupiałam po tym co mi powiedział. No bo... Czy on naprawdę powiedział prawdę? W tym momencie przejrzałam na oczy! On ma rację! Za dużo się na sobie skupiam! Ale... Co ja na to poradzę? To wcale nie jest proste...
- Masz rację- powiedziałam oddalając się.
- Czekaj- powiedział pośpiesznie Ethan.
- Tak?- zapytałam.
- Nie chciałem cię urazić -odrzekł smutno.
- Nie uraziłeś. Po prostu powiedziałeś mi prawdę- dodałam oddalając się.
Po tej rozmowie postanowiłam udać się dalej. Łaziłam i łaziłam po tym ogromnym mieście aż w końcu skumałam, że się ZGUBIŁAM!!! No po prostu pięknie! Sama w wielkim mieście, prawdopodobnie daleko od domu! No super! Wyczujcie ten sarkazm. I co ja mam teraz zrobić?! Cała Amber! No... Emma... Już nawet nie wiem jak się nazywam! Ale zresztą na co mi to... Bez telefonu... Nie znam żadnego numeru. Raczej nie spadnie mi tu teraz gwiazdka z nieba i nie naprawi mojego całego życia w jednej chwili! Takie rzeczy to tylko w bajkach! A mojego życia nie mogę zaliczyć do bajki. Oh... Naprawde! Jedyne, czego teraz pragnę to, aby ktoś mnie znalazł...
Postanowiłam iść dalej. Może gdzieś uda mi się dojść.
- O mój boże! Emma!- krzyknęła nieznajoma kobieta ściskając mnie NAPRAWDĘ mocno.
Mam już dosyć wariatów, którzy najpierw próbują mnie udusić, a potem wrzeszczą mi prosto do ucha Emma!!!! Czy ja nie mogę choć raz wyjść z domu, nie natykając się na wariatów, którzy ciągle wrzeszczą Emma!!!!
- Stop! Proszę mnie puścić!- krzknęłam tak głośno, że chyba z pół miasta mnie słyszało.
Kobieta odsuneła się ode mnie po czym powiedziała:
-Emma, to ja, twoja mama.
- Nie! Ja pani nie znam!
Na twarzy kobiety było widać smutek i rozczarowanie.
- Co ty mówisz?! Jestem twoją matką!- powiedziała już nieco głośniej.
-Ale ja pani nie znam!- krzyknęłam zdezorientowana.
- Emma błagam cię! Co ty wygadujesz? Uwierz mi!
-Czemu mam wierzyć? Ma pani jakieś dowody?
- Pewnie!
Po tych słowach zaczęła grzebać w torebce, po czym wyjęła z niej telefon.
- Po co ten telefon? Chce mnie nim pani zdzielić w łeb, żebym odzyskała pamięć? Od razu powiem, że to nie najlepszy pomysł!- powiedziałam stanowczo.
- Co? Nie! Chcę ci pokazać zdjęcie!
Kobieta wzięła telefon do ręki, po czym odwróciła go w moją stronę.
- Widzisz?- powiedziała z nadzieją w głosie.
Na zdięciu widniało coś co zmieniło wszystko! Na fotografi była ta kobieta, jakiś facet, chłopiec, te trojaczki oraz co najważniejsze JA! A to co zszokowało mnie najbardziej to, że to zdięcie w ogóle nie wyglądało na fotoshop!
-Fotoshop?- zapytałam wciąż zszokowana.
- Nie- odpowiedziała kobieta z pewnością w głosie.
- To niemożliwe- powiedziałam.
- To nie jest fotoshop Emmo- powiedziała, po czym mnie uściskała, a ja nawet nie zareagowałam, wciąż gapiąc się na to zdięcie.
To moja rodzona matka?- pomyślałam sobie wciąż nie mogąc sobie tego poukładać.
- Wracamy do domu!- powiedziała z ogromną radością w głosie.
Nie chciałam się sprzeciwiać. Po prostu czułam, że musze jej zaufać.
Jeszcze tego wieczoru, spakowałam swoje rzeczy i pożegnałam się z moją ,,drugą rodziną". Owszem to było trudne, ale musiałam to zrobić. Rodzice wszystko wyjaśnili moim prawdziwym rodzicom i byłam już gotowa do drogi. Moja rodzina była ogromnie szczęśliwa z mojego powrotu. A mnie czekała dłuuuga droga do domu! Jak teraz będzie wyglądało moje życie? Nie wiem. Wiem tylko, że zaczyna się w nim nowy rozdział...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Biegnąc tak, potknęłam się, a ta osoba... Zniknęła... Ale ja nie miałam zamiaru odpuścić! Dalej biegłam w wyznaczonym kierunku, ale to na nic! Nikogo nie było... To naprawdę dziwne. Przecież wyraźnie poczułam jak ktoś złapał mnie za ramię. Bałam się okropnie, a serce biło mi jak nigdy! Jestem w tej chwili w wielkim ogrodzie, w środku nocy i co najgorsze wiem, że nie jestem tutaj sama! Postanowiłam więc nie ryzykować i wrócić do domu zanim faktycznie znajdę się w jakimś niebezpieczeństwie. Plus jest taki, że przynajmniej po takim ganianiu W KOŃCU zrobiłam się śpiąca. Do domu wróciłam pokonując tą samą drogę co wcześniej. Oczywiście po cichu weszłam do mieszkania i nareszcie udało mi się zasnąć...
Rano byłam strasznie zaspana, ale co się dziwić skoro poszłam spać tak późno. Jednak myślą, która nie dawała mi spokoju, było to co stało się wczoraj w nocy. Kim mogła być ta osoba, która złapała mnie za ramię? To naprawdę dziwne... Ale świat jest dziwny...
Po przebraniu i ogólnym ogarnienciu się, postanowiłam zejść na śniadanie.
- Czeeść...- powiedziałam zaspana, wciąż przecierając oczy i rozciągając się po niewyspanej nocy.
- Cześć Amber. Coś ty taka zaspana? Może zjesz naleśniki?- zapytała ,,mama" (tak tak wiem, ale po prostu wciąż ciężko jest mi na nią mówić mama).
- Po prostu się nie wyspałam. A co do tego drugiego, to chętnie- odpowiedziałam nadal zaspana.
- A w ogóle to od poniedziałku idziesz do nowej szkoły! Musimy zadbać o twoją edukację!- powiedziała kobieta nakładając mi na talerz przepyszne naleśniki z czekoladową polewą.
Byłam tym zaskoczona, ale jednocześnie bardzo się... Ucieszyłam? Tak tak wiem, że to naprawdę dziwnie zabrzmiało, że się z tego powodu ucieszyłam, ale przecież potrzebuję kontaktu z ludźmi!!! Nie chcę skończyć jako stara, zrzędliwa bibliotekarka, na której widok dzieci uciekają! Co ja w ogóle wygaduje?! Przecież nie ma szans żebym tak skończyła! Chyba zaczynam popadać w jakąś paranoję! Zdecydowanie brakuje mi kontaktów z innymi ludźmi! Oj i to jak!!!
- Pewnie!!!- krzyknęłam może trochę za głośno.
- Ciii... Mów ciszej, bo obudzisz Jessie.- odparła kobieta, próbując mnie uciszyć.
No pewnie! Jak mogłam zapomnieć, że mieszkam w jednym domu z rocznym dzieckiem! Takie życie to po prostu mnie zanudzi na śmierć! Ludzie! Żeby we własnym domu było trzeba być cały czas cicho, to jakaś klątwa! Przez chwilę trwała cisza, aż przerwała ją mama mówiąc:
- Ja wychodzę do pracy. W razie czego w domu jest jeszcze tata z Jessie. Do zobaczenia- powiedziała biorąc torebkę. Chwilę później już jej nie było.
Ja zjadłam resztę naleśników, popijając je pysznym sokiem pomarańczowym, po czym zastanawiałam się co mam dzisiaj robić.
- Może się z kimś zaprzyjaźnię?- pomyślałam siedząc bezczynnie.
Przecież jak już mówiłam potrzebuję kontaktu z ludźmi! Bez zastanowienia więc poszłam po najważniejsze rzeczy i wyszłam z domu.
Idąc tak zaczęłam się zastanawiać gdzie mogę pójść. Szłam i szłam, gdy nagle usłyszałam jakieś wołanie.
- Emma!!!
Po tych słowach rzuciła się na mnie jakaś mała dziewczynka ściskając mnie NAPRAWDĘ mocno jak na swój wiek. Co oni wszyscy uwzięli się tak na tą Emmę?! No przecież ja jestem Amber, a nie żadna Emma!!!
- Wybacz, ale ja się nazywam Amber, a nie Emma. Musiałaś mnie z kimś pomylić.
W tym momencie zobaczyłam jak twarz dziecka posmutniała.
- Nieprawda! To nieprawda!- krzyczała ze łzami w oczach- To nieprawda! Słyszysz mnie?! Ty jesteś Emma!!!! Ty jesteś moją siostrą! Emma?! Słyszysz mnie?! To ja Abby!!!! Twoja siostra!!! Pamiętasz mnie?! Powiedz mi, że to nieprawda!!!
Byłam tym naprawdę, ale to naprawdę zszokowana! Ta dziewczynka mówiła takim poważnym tonem! Aż za poważnym tonem. Mówiła... Prawdę? Nie! To niemożliwe! Przecież ja nie mam żadnego rodzeństwa poza Jessie! To znaczy chyba nie mam... No nie mam takiej pewności... Przecież po utracie pamięci... Przed utratą pamięci... Nie pamiętam nic co się działo, ani jak wyglądało moje życie. A co jeśli ona mówi prawdę? Co jeśli w tym momencie spotkałam własną siostrę?!
- Idę po mamę!!! Proszę cię! Przypomnij coś sobie Emma!!! Zostań tu!!! Poczekaj!!! Idę po mamę!
Po tych słowach dziewczynka odbiegła, a ja stałam w miejscu wciąż zszokowana jej zachowaniem i słowami...
Jeszcze bardziej się zszokowałam, gdy zobaczyłam, że zamiast jednej dziewczynki, w moim kierunku zaczęły biec trzy identyczne ! Czy ja mam jakieś zwidy czy co? Po chwili znów usłyszałam (tylko ty razem trzy razy głośniejsze... Nie no poważnie myślałam, że stracę słuch!):
- Emma!!!!!!!!!!!!!!- po czym znów myślałam, że ściskając mnie uduszą.
- A aa ale? Trojaczki widać- powiedziałam niepewnie wciąż ledwo łapiąc oddech.
- Widzisz! Mówiłam! Pamiętasz nas! Mama rozmawia teraz przez telefon i jakoś w ogóle mnie nie słucha, ale przyszłam z nimi! Wzięłabym jeszcze Mike'a, ale on to w ogóle nie chciał tu przyjść- powiedziała ta mała dziewczynka, którą spotkałam jako pierwszą.
- Emma! To ja Emily!- krzyknęła wciąż ściskając mnie druga z nich.
- To ja! Lucy!- wtrąciła trzecia.
- Spokój! Spokój! Spokój!- krzyknęłam już zmęczona...no właściwie ich krzykami- Ja jestem Amber, a nie żadna Emma! Zrozumcie to wreszcie! Ja jestem Amber! Nie Emma! Jestem Amber! Zrozumcie to!!! A wy kim w ogóle jesteście?!
W tym momencie do oczu dziewczynek napłynęły łzy. Chyba potraktowałam je za ostro. Co się ze mną dzieję? Nakrzyczałam na trzy małe dziewczynki, nie wiedząc czy faktycznie mam rację!
- Wybaczcie... No już przestańcie płakać. Nie potrzebnie na was nakrzyczałam. To może opowiecie mi wszystko od początku? Bo już w tym wszystkim naprawdę się pogubiłam.
- No to tak...- zaczęła no chyba... Abby? No nie umiem ich po prostu rozróżnić.- My jesteśmy twoimi siostrami, bądź jak ty na nazywasz ,,irytujące trio". A jeżeli chodzi o to, to się wszystko zaczęło w któryś tam piątek, gdy rodzice oznajmili, że przeprowadzamy się do Anglii. Mama opowiedziała, że jak się o tym dowiedziałaś, byłaś zdruzgotana i zamknęłaś się w sobie, więc zostawiliśmy cię w spokoju. Wieczorem, gdy wołaliśmy cię na kolację... Nie odpowiadałaś. Ma początku uznaliśmy to za normalne, ale gdy już w ogóle przestałaś dawać jakiekolwiek oznaki życia zaczęliśmy się martwić i wtedy okazało się, że... Że cię nie ma...Że zniknęłaś...
W tym momencie do oczu dziewczynki zaczęły ponownie napływać łzy, a ja nie wiedziałam co o tym myśleć. No bo co jeżeli ona ma rację? Co jeżeli to ja jestem tą zaginioną Emmą? Nawet jeżeli to ona ma rację, to nic z tego nie pamiętam... No bo... Siostra, a raczej siostry (bez żartów! Trojaczki!)... Czy może przypadkowe osoby, których... Nie znam...
Nic nie wiem... Wszystko jest mi obce! Mam już tego dosyć! Chciałabym żeby wszystko do mnie wróciło! Chociaż na chwilę...
Mój stan psychiczny, jest już przy skraju załamania nerwowego! Oh... Już nawet nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć! Najpierw ten chłopak nazywa mnie Emma... A teraz trzy małe dziewczynki sądzą, że jestem ich siostrą, która uciekła z domu! To wszystko robi się chore! Wszystko potoczyło się dla mnie za szybko...
- Emma? Słyszysz mnie?- zapytała jedna z nich, szturchając mnie w ramię.
-Tak, tak! Po prostu... Trochę się zamyśliłam...- odpowiedziałam wciąż próbując wszystko sobie poukładać.
- Czyli... Wracasz z nami do domu?- zapytała jedna z dziewczynek z nadzieją w głosie.
Przez chwilę trwała cisza, po czym przerwała ją no... No nie wiem która z nich:
- Halo? Ziemia do Emmy! Jesteś tam?!
- Co? Co? Jaka Emma?!- zapytałam szybko w ogóle rozkojarzona.
- No ty! Ty jesteś Emma!
- Wybacz! Po prostu ciągle nie reaguję na to imię.
- Rozumiem, ale... Nie no nie... Jakoś w ogóle tego nie rozumiem. Czemu w ogóle sądzisz, że masz na imię Amber? Bo nie mogę tego zrozumieć.
- No to słuchajcie... Jedyne co pamiętam, to jak obudziłam się w szpitalu. Tam powiedzieli mi, że nazywam się Amber i, że zostałam adoptowana. Od tamtej pory nie zdażyło się zbyt wiele... No może poza tym, jak jeden chłopak nazwał mnie Emma... I od tatamtego momentu zastanawiam się nad tym wszystkim... No nad tym kim jestem...
- Czyli mówisz, że straciłaś pamięć?
- Tak. Straciłam wszystko... Nie pamiętam swojego całego życia! Tyle wspomnień! Całe moje życie! Przepadło! W jednej sekundzie...- powiedziałam ze spuszczoną głową.
- Chwila...- powiedziała jedna z trojaczek
- Tak?- zapytałam pełna nadziei, że właśnie wymyśliła jakieś rozwiązanie.
- Może kojarzysz kim był ten chłopak?- zapytała zaciekawiona.
- A co to ma do rzeczy?
- No to, że może on pomoże nam przekonać cię, że jesteś Emma, a nie żadna Amber.
- O tym nie pomyślałam. No ten chłopak, to chyba był jakiś... Ethan...
- Ethan? Nie kojarzę. No trudno. W takim razie trzeba znaleść inny sposób na przywrócenie ci pamięci.
Po tych słowach trwała cisza, aż dziewczynka znów jej nie przerwała mówiąc:
- Już wiem! Zdjęcie! Zaraz przeniesiemy ci jakieś! Nie odchodź stąd!
Po tych słowach trojaczki odbiegły, a ja czekałam na nie wciąż naprawdę zszokowana zaistniałą sytuacją. I w tym momencie usłyszałam krzyk:
- Amber! Wracamy do domu!
To był krzyk mamy. Ale chwila... Coś mi tu nie gra... Przecież mówiła, że idzie do pracy. Ale nie chcąc dostać ochrzanu, postanowiłam się jej posłuchać. Mimo, że miałam czekać na dziewczynki, nie miałam innego wyboru niż się posłuchać. Wchodząc do samochodu, zapytałam:
- Chwila? A ty nie miałaś być w pracy?
- No wiesz... Śmieszna sprawa, ale firma została zalana i odwołano dzisiejszy dzień w pracy!- odparła kobieta.
- Aha- odpowiedziałam sucho, bo moją głowę wciąż zajmowały inne myśli.
Zaczynam mieć wrażenie, że oni nie mówią mi wszystkiego. Tkwie w jednym, wielkim kłamstwie. I teraz ciąży nade mną jeden ważny cel! Dowiedzieć się całej prawdy!...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Przez chwilę patrzyłam na niego ze zdziwieniem...No bo jaka Emma? Przecież ja jestem Amber. Przynajmniej tak mi powiedzieli w szpitalu. Mam wrażenie, że ja w tym wszystkim najmniej wiem o samej sobie.
- Wybacz, ale chyba mnie z kimś pomyliłeś. Jestem Amber.
Chłopak wyglądał na dosyć zdziwionego moimi słowami, ale nie ukrywam, że też się zdziwiłam, gdy nazwał mnie Emma.
- Amber? Nie możliwe. Jestem Ethan... Pamiętasz?
- Nie... W ogóle cię nie kojarzę... Po prostu czarna dziura... Sory, ale śpieszy mi się i nie mogę teraz za bardzo rozmawiać- odpowiedziałam patrząc się wciąż na zdziwioną twarz chłopaka.
- No to do zobaczenia- odpowiedział oddalając się.
A ja szłam przed siebie wciąż myśląc... O co chodzi?... Co się dzieje?... Oraz jak wyglądało lub mogło wyglądać moje życie przed utratą pamięci... To nie takie proste... Nic nie jest proste... Wręcz przeciwnie. Wszystko jest zbyt skomplikowane... Po prostu zbyt skomplikowane jak dla mnie...
Ja nawet już nie wiem jak mam na imię! ...Amber?... Emma?.. A może zupełnie inaczej? Moje życie jest dziwne... Za dziwne...
Każdy dzień niesie za sobą kolejną tajemnicę... Kolejną zagadkę... Jestem skomplikowana, ale lubię to...Lubię swoją osobowość...
Po tym rozmyślaniu zobaczyłam, że stoję przed ogromną galerią handlową! Bez zastanowienia pobiegłam tam i...
...I było tam jak w raju! Nie mogłam się na nic zdecydować! Tyle tego tam jest! Po jakiejś około...yyy... No tak po około godzinie, no dobra... po dwóch godzinach skończyłam robić te ,,wieczne" zakupy. Ale powiem, że właśnie czegoś takiego było mi trzeba! Potrzebowałam się odstresować od tej całej rzeczywistości! Gdy wracałam do domu, w mojej głowie znów zaczęły rozwijać się nowe myśli. Ale co ja na to poradzę? Moja głowa nigdy nie może być pusta... Nigdy nie była i nigdy taka nie będzie. A myślą, która zaczęła rozwijać się w mojej głowie było to kim ja jestem? No bo przecież chyba musiałam gdzieś mieszkać wcześniej... Przecież nie pochodzę z domu dziecka. Zostałam adoptowana po utracie pamięci... Zanim się obejżałam, byłam już praktycznie przed domem. Trudno byłoby go nie zauważyć. Jest naprawdę spory jak dla czterech osób.
Mieszkam tam ja, mała Jessie, mama Any i tata Luke. Żebyście wiedzieli nie jest mi łatwo mówić na nich od razu mama i tata, ale chyba się do tego przyzwyczaje.
- Już jestem!- powiedziałam przekraczając drzwi ogromnego budynku.
Zaleta jest taka, że dostałam własny pokój, który mi się spodobał. Oprócz tego, że był za duży. No może zmieniłam tam kilka (wiele) małych rzeczy, ale ostrzegałam, że jestem... Inna...
Wieczorem, gdy usiedliśmy do kolacji czułam się naprawdę dziwnie. Tak obco. Ale co się dziwić skoro to mój pierwszy dzień w tym domu. Na początku atmosfera była trochę napięta, lecz w końcu znaleźliśmy wspólny język. Poza tym mała Jessie jest taka urocza! Najbardziej mi się podobało jak dzisiaj przy kolacji zaczęła rzucać kaszką warzywną w rodziców! Szczerze to ja się jej nie dziwię! No bo kto zjadł by jakąś papkę warzywną nie wymiotując przy tym! Na jej miejscu zrobiłabym dokładnie to samo! Po kolacji wykąpałam się, pobawiłam się z nową siostrzyczką, nawet przeczytałam strasznie grubą książkę, a i tak w ogóle nie byłam ani trochę śpiąca!
-To chore!- pomyślałam sobie idąc cicho po długich schodach na górę, gdzie znajdował się mój pokój.
Nie ukrywam, że pokój całkiem spory i wcale nie sprawiało mi to przyjemności. Próbowałam zasnąć lecz na darmo. Czułam się obserwowana... To uczucie... pogłębiało się z każdą sekundą, a ja myślałam, że zaraz po prostu oszaleje! Na dodatek miałam ogromne łóżko i cały czas bałam się odwrócić! Postanowiłam pójść i przemyć sobie twarz zimną wodą, aby już do końca nie oszaleć. Cały czas powtarzałam sobie, że to tylko moja wyobraźnia i, że to przez nadmiar emocji jak na jeden dzień.
Wracając do pokoju, położyłam się próbując w końcu zasnąć. Ale znowu na darmo! Ludzie czy to jakaś klątwa! Jedne o czym w tym momencie marzyłam to było po prostu zasnąć. Spojrzałam na zegar i było już coś około północy! Po prostu super! Jakby ktoś nie wyczuł to był sarkazm. Nowy dom.... Nowa rodzina... W tym wszystkim najgorsze... Brak jakich kolwiek przyjaciół! Zazwyczaj jak się przeprowadzasz, bądź wyprowadzasz... Masz przyjaciół ze szkoły... na facebooku... Przyjaciół z wycieczek... z koloni... Choćby z podwórka! A ja? Ja jestem sama! Nie mam do kogo napisać...z kim się spotkać... Nawet do kogo się odezwać! Bo nie znam nikogo! Choćby jednej...jedynej osoby do której mogłabym powiedzieć ,,cześć".
Znaczy... ten cały Ethan, na którego dzisiaj wpadłam uważa, że mnie zna. Ale zna mnie jako jakąś Emmę... Emma? Nie kojarzę się pod tym imieniem. Ja jestem obca samej sobie...
- Brawo Amber! Pierwsza w nocy!- pomyślałam sobie wciąż próbując ułożyć się do snu.
Ale zgadnijcie co?! Wciąż nie mogłam zasnąć!!! To po prostu mnie dobija!!! Jeszcze żeby tego było mało, z podwórka było słychać jakieś ciągłe krzyki! Na początku to ignorowałam, lecz po jakiś 40 minutach byłam tym wykończona! I chociaż strasznie się bałam, postanowiłam wyjść na dwór i sprawdziłć co lub kto to jest. Nałożyłam kapcie i kurtkę ( w końcu w nocy jest całkiem zimno). Oczywiście nie wolno też zapomnieć o podręcznym zestawie obronnym! Spakowałam do małej torby: pieprz, puder (nie wnikajcie czemu), skarpety wypchane metalowymi drobiazgami (żeby zdzielić nimi napastnika w razie potrzeby), gumki recepturki (zawsze można nimi w kogoś strzelić) i jeszcze kilka innych rzeczy. Po odpowiednim przygotowaniu, po cichu zaczęłam wymykać się na podwórko.
Serce waliło mi jak nigdy przedtem! Nigdy nie czułam aż takiego poczucia zagrożenia! Cały czas...z każdym krokiem oddalałam się od bezpiecznego domu, a coraz bardziej przybliżałam się do wyczuwanego niebezpieczeństwa.
Gdy byłam już w głębi ogrodu, coraz głośniejsze wydawały mi się te krzyki, a ja zaczynałam mieć coraz większe wątpliwości, czy w ogóle powinnam tu przychodzić. To był nie najlepszy pomysł...
I gdy już chciałam się wycofać, ktoś złapał mnie za ramię, a ja myślałam, że zaraz zemdleję...
Wyjęłam szybko z torebki skarpetę i walnęłam nią napastnika, po czym od razu spojrzałam na to co się stało oraz kogo właśnie zdzieliłam skarpetą wypełnioną metalem...
I zanim zdążyłam się przyjrzeć tej osobie, jej już nie było. Zauważyłam tylko, że ktoś biegnie w głąb ogrodu...
- Czekaj!- krzyknęłam próbując dogonić tą tajemniczą osobę...
 

 
Dzisiaj wyjątkowo nie chciało mi się iść do szkoły. Może to na myśl, że siedzę w ławce z Bry? Niby, że to tylko na historii, ale każda spędzona z nią minuta to piekło! I żeby tego było jeszcze mało, dostała szafkę tuż obok mnie! Teraz to już przesada! Oni w tej szkole chcą mnie zrujnować psychicznie! No, ale koniec moich narzekań. Nie chcę przynudzać.
Mimo, że nie chciało mi się iść do tej szkoły męki, i tak musiałam jakoś przestać o tym myśleć i pójść.
W szkole było tak nudno jak zwykle. Aż za nudno! Ale co ja na to mogę na to poradzić?... Na szczęście dziś jest piątek i będę mogła w końcu sobie odpocząć! I wiem, że nie było mnie w szkole ponad trzy miesiące, ale pobytu w tym szpitalu, nie mogę nazwać odpoczynkiem!
Idąc w stronę szafki, wiedziałam, że nie czeka mnie nic przyjemnego. I miałam całkowitą rację. Bry i jej "przyjaciółeczki" już tam stały, a ja nie mogłam uwierzyć własnym oczom do czego ta kretynka jest zdolna! Na całym terenie (szafek) poustawiała stoliki z lakierami i innymi kosmetykami, a gdy się chciałam dostać do szafki, jej sługi/przyjaciółeczki zaczęły we mnie rzucać brudnymi, śmierdzącymi skarpetami krzycząc:
- Wynoś się stąd dziecko dżungli!!!
A ja odurzona tym nieznośnym smrodem oraz ogłuszona ich wrzaskiem postanowiłam udać się do szafki nieco później. I aż się zastanawiam czy gdyby nie było wokół innych, to Bry wciąż zgrywała taką lalunię? Albo po prostu lalunią się urodziła. No cóż... Ja tego nie mogę teraz ocenić... Ale przeczuwam, że na moje nieszczęście raczej taka jest. Słabo znam Bry, ale wiem, że jest ona jedną z dzieci, które były strasznie rozpieszczane przez rodziców. Dostawały wszystko co tylko chciały! Ale zdążyłam się już nauczyć, że źli ludzie zawsze mają w życiu lepiej. Tak po prostu zadecydował los. Po lekcjach byłam naprawdę szczęśliwa!!! Piąteczek ludzie! Nareszcie! Myślałam, że ta szkoła będzie trwać wiecznie!!! Ale cóż dobre zawsze te dwa dni weekendu.
Gdy wróciłam do domu, od razu wyczułam, że coś mi nie gra. I miałam rację! moje rodzeństwo było CICHO, a rodzice mieli naprawdę dziwne miny. Na ich twarzach widziałam zakłopotanie. Czułam się dziwnie w tym milczącym towarzystwie, więc postanowiłam zakończyć tą niezręczną ciszę.
- Hej, wróciłam ze szkoły- powiedziałam niepewnie.
- Słuchaj Emmo...- zaczął mówić tata patrząc w zupełnie innym kierunku.
- Taak?- zapytałam zaniepokojona ich zachowaniem.
I gdy już tata chciał mi wszystko wyjaśnić, mama mu przerwała i powiedziała:
- Poczekaj! Nie mów jej wszystkiego naraz. Poczekajmy aż będzie na to odpowiedni moment.
Mówiła to szeptem do taty, ale i tak to słyszałam, więc powiedziałam:
- O co wam chodzi? Co ukrywacie?!
Lecz mama powiedziała tylko:
- Idź do pokoju Emmo. Na wszystko przyjdzie czas.
Nie do końca zrozumiałam te słowa, lecz widząc jej minę, postanowiłam nie dyskutować tylko pójść jak mi kazała. Lecz przed pójściem powiedziałam:
- Trojaczki? Mike? Co się dzieje?
Lecz rodzeństwo milczało, a mama dodała:
- Emmo...idź do pokoju...
Po tych słowach wiedziałam, że oni, cała piątka, milczą tylko ze względu na mnie. To musi być coś, co najbardziej mnie dotknie.
Aby nie myśleć o tym, co zaszło przez chwilą, postanowiłam wejść na facebooka. No co? Przecież ktoś z klasy zawsze może być aktywny. A towarzystwo to jedyne czego mi teraz potrzeba. Zalogowałam się więc i weszłam na czat. I kto był aktywny? Jedynie Bry!!! Myślałam, że gorzej być nie może! I aby to COŚ nie zamęczało mnie jeszcze poza szkołą, postanowiłam się wylogowować. Ale było za późno, gdyż Bridget napisała do mnie!
Bry: Witaj Emmo, a raczej dziecko dżungli.
Postanowiłam nie odpisywać, ale myśląc jaką aferę zrobi mi o to w szkole,jednak odpisałam.
Ja: Cześć Bry.
Bry: Biedaczka z ciebie. Ale dobrze ci tak.
Ja: O co ci chodzi?!
Bry: Widać, że nie zostałaś zaproszona na imprezę roku! Ale nie martw się. Ta impreza i tak jest tylko dla fajnych osób.
Ja: Skoro ta impreza jest tylko dla fajnych osób to co ty tam właściwie robisz?
Bry: Uważaj na słowa Tarzanko! Ja jestem najfajniejszą, najcenniejszą i najpiękniejszą osobą na całym świecie! A poza tym tą imprezę organizuje Dylan!!! Najprzystojniejszy chłopak w szkole i mój książe z bajki!!!
Ja: Hahahaha!!!
Bry: Cała nasza klasa i reszta pierwszych klas została zaproszona! Oczywiście oprócz ciebie i innych nielicznych dziwaków takich jak ty!!!
Nie ukrywam, że trochę mnie to zabolało, że ludzie uznali mnie za o WIELE gorszą od tej dziuni Bry, ale jak już mówiłam świat jest naprawdę niesprawiedliwy. Postanowiłam więc po prostu bez słowa wylogować się. I tak też zrobiłam. Odchodząc od komputera, rzuciłam się bez życia na łóżko i leżałam przygnębiona. Ale nie z powodu jakiegoś Dylana. Znałam już wielu takich jak on i wiem, że tacy to zmieniają dziewczyny co trzy dni. Chodzi o to, że poczułam się odrzucona. Poczułam się jakbym już nie miała nikogo... I może naprawdę tak jest?...
Leżąc tak rozmyślałam nad sensem wszystkiego, gdy nagle do pokoju weszła moja mama i powiedziała:
- Możemy porozmawiać?
- Czekam na to już tak z godzinę- odpowiedziałam.
- Dobrze, tylko obiecaj, że nie załamiesz się tak jak ostatnio...
- Jak to ostatnio?!- zapytałam zaniepokojona jej słowami.
- No więc Emmo, firma taty została zamknięta i... No wasz tata dostał nową pracę w Anglii... Czyli...
- Przeprowadzamy się do Anglii?!!!- zapytałam pełna nadziei, że nie mam racji. Lecz mama odpowiedziała:
- Tak...
- Ale mamo!!! To nie może być prawda!!!! Nie zniosę tego kolejny raz!!! Powiedz, że żartujesz!!!
Przez chwilę trwała cisza, po czym mama odpowiedziała:
- Przykro mi, ale przeprowadzamy się za tydzień, więc masz całe siedem dni na pożegnanie się ze wszystkimi. Ale pamiętaj... Gdy jedne drzwi się zamykają, inne się otwierają...
Po tych słowach, mama wyszła z pokoju, a ja zaczęłam płakać w poduszkę. No bo czym ja sobie na to wszystko zasłużyłam? Oraz czy teraz Bry zajmie moje miejsce? Nie chciałam tego, więc bezmyślnie spakowałam się do małej torby i wybiegłam z domu. Starałam się pobiec jak najdalej od niego. Nie umiem wytłumaczyć dlaczego to zrobiłam. Czułam, że po prostu muszę... Biegłam, zatrzymywałam się by odpocząć, lecz zależało mi tylko na tym, by znaleść się jak najdalej od domu. Dochodziła noc, a ja nie wiedziałam gdzie mam przenocować. Byłam naprawdę zmęczona i osłabiona tą ucieczką. Zmęczona to wiadomo czemu, a osłabiona, bo przecież całkiem niedawno wyszłam ze szpitala.
Lecz nie mając gdzie przenocować, postanowiłam nie przestawać iść. I owszem wiem, że nie jest to zbyt rozsądne, ale co innego mam zrobić? Jestem zbyt daleko by wrócić do domu. A nic innego mi nie pozostało, niż iść dalej. W tym właśnie momencie zrozumiałam, że popełniłam największy błąd w moim życiu! Co w ogóle strzeliło mi do głowy, by uciekać z domu?! Postanowiłam więc zadzwonić do mamy i naprawić ten błąd. Pewnie się o mnie niepokoją. Gdy wyjęłam telefon, pisało, że nie mam zasięgu.
- No pięknie! Na dodatek zaraz mi padnie bateria- pomyślałam sobie rozzłoszczona i zmęczona tą bezmyślną podróżą.
Zgubiłam się, za chwilę padnie mi bateria, kończą mi się pieniądze, nie mam jedzenia ani picia, a na dodatek jestem samotna! Zostałam już sama. Nie mam nikogo. Całe moje życie runęło w jednej chwili i to ja jestem wszystkiemu winna. Gorzej już być nie mogło. I co ja mam teraz zrobić?! Mogłam po prostu posłuchać się i bez gadania pakować się do tej Anglii. Ale czasu już nie cofnę...
Stojąc tak zobaczyłam, że zaczynają się tu zbierać pijacy. Bez zastanowienia zaczęłam biec przed siebie. Biegłam tak i biegłam aż z hukiem runęłam na ziemię. Próbując się podnieść, myślałam, że z bólu zemdleję.
- Aaałć- pisnełam z bólu.
Musiałam sobie złamać nogę. Lecz długo tak nie leżałam, gdyż nagle przed oczami zaczęłam widzieć ciemność... Tak, tak owszem wiem, że mam słabą odporność na ból, ale to nie moja wina. Więc jak już mówiłam, przed oczami zaczęłam widzieć tylko ciemność...
Obudziłam się na sali szpitalnej. Na zupełnie obcej mi sali. Miałam nogę całą w gipsie, ale co najgorsze nic nie pamiętałam! Ale naprawdę nic a nic! Nie wiedziałam jak się nazywam, skąd jestem, kim jestem. Nie pamiętałam mojej rodziny ani przyjaciół. W ogóle całkowita pustka w głowie.
- K-kim ja jestem?- zapytałam niepewnie lekarzy stojących dookoła mnie.
- Panienka widać nic nie pamięta. A więc nazywa się pani Amber Bailey, ma pani 13 lat i znaleźliśmy panią nieprzytomną na jakimś pustkowiu... Dobrze, że znaleźliśmy panienkę szybko, bo nie wiadomo ile czasu by tam pani leżała nieprzytomna.
- A może mi pan podać jakieś szczegóły?- zapytałam niepewnie.
Bo raczej nie wiecie jak to jest budzić się w jakimś zupełnie obcym miejscu i to z ZUPEŁNĄ pustką w głowie. Lekarz powiedział mi, że leżałam w śpiączce dosyć długo, że miałam trawić do domu dziecka, lecz zostałam adoptowana przez jakąś sympatyczną rodzinę i, że tak dochodzimy do momentu teraźniejszego.
- No dobrze. A kiedy wrócę do domu?- zapytałam
- Musi pani zostać jeszcze jeden dzień na obserwacji, ale potem bez problemu możemu panią wypuścić do domu.
Po tych słowach lekarz wyszedł, a ja próbowałam skojarzyć sobie o mnie wszystkie fakty oraz o tym kim jestem. Więc nazywam się Amber Bailey, mam 13 lat, zostałam adoptowana. Lecz coś mi wciąż nie grało. Tylko nie wiedziałam co.
Następnego dnia mogłam już wyjść. Przyszła po mnie jakaś rodzina, lecz ja jej w ogóle nie kojarzyłam. Tą rodzinę stanowiła kobieta o długich włosach kolorem podobnych do moich, mała, chyba na oko roczna dziewczynka, oraz wysoki mężczyzna w okularach.
Gdy dotarliśmy do mojego nowego domu. Usiedliśmy na kanapie, a kobieta powiedziała:
- Witaj w swoim nowym domu Amber. Ja jestem Any, to jest twój ojciec Luke, a to twoja mała siostrzyczka Jessie. Jeżeli masz jakieś pytania to mów śmiało, bo wiem, że nie jest to dla ciebie też łatwa sytuacja.
- No więc chciałabym wyjść do sklepu, bo jak widzę nie mam ze sobą żadnych ubrań.
- Pewnie! Przecież musisz w czymś chodzić!- powiedziała kobieta dając mi gotówkę do ręki.- Tylko czy aby pewno chcesz iść sama?
- Poradzę sobie!- krzyknęłam będąc już praktycznie za drzwiami.
Idac tak w ogóle zapomniałam, że przecież nie wiem gdzie jest sklep! A szkoda mi było czasu żeby się wracać. Z drugiej strony jestem całkiem niedaleko. Biegnąc tak w stronę domu wpadłam na jakiegoś chłopaka. Był on mniej więcej w moim wieku.
- Strasznie przepraszam! Łamaga ze mnie!- powiedziałam otrzepując się z piachu.
- Emma?- powiedział chłopak licząc na moją reakcję..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Gdy dotarliśmy z do szpitala, poczułam się naprawdę dziwnie. Po prostu dziwnie jest mi wejść w miejsce, którego tak nie znoszę i to jeszcze w środku nocy.
- Idziesz?- zapytał Ethan widząc, że stoję bez ruchu.
- Yyy... No jak już musimy- powiedziałam wciąż rozglądając się do okoła czy klaun znów na mnie nie czycha.
Po czym razem weszliśmy do szpitalnego budynku...
- To miejsce w nocy jest bardziej przerażające niż ten las- powiedziałam żartobliwie
- No dobra. Jesteśmy już w szpitalu... To... Co robimy teraz?- zapytał Ethan licząc na to, że ja będe wiedziała co zrobić.
- No... To może... Poszukajmy kogoś dorosłego.
I gdy już mieliśmy iść na poszukiwanie, usłyszeliśmy hałas... Taki trochę dziwny... I ja już wiedziałam, co to za nieszczęsne odgłosy... Nigdy nie zapomnę tej sytuacji... Ten dźwięk to pielęgniarka gotująca tą breję!
Byłam przerażona! Lecz wiedziałam, że to raczej będzie jedyna dorosła osoba, która nie śpi, albo BYĆ MOŻE nas nie wyda rodzicom. Nie miałam wyjścia, więc powiedziałam:
- Choć ze mną- po czym pociągnęłam przyjaciela za rękę. Po prostu chciałam mieć to wszystko już za sobą.
I niestety! Ujżałam ją! I chyba ona niestety mnie też.
- Panienka Emma Stevens- powiedziała uśmiechając się naprawdę sztucznie.
Nie ukrywam, że ja i Ethan byliśmy tym naprawdę zszokowani. Tym czyli jej ,,uprzejmością". No bo, było to dziwne, że zamiast ,,wy wredne szczury! wynoście z tej kuchni!" powiedziała ,, Panienka Emma Stevens" i to jeszcze tak spokojnie.
- Nasza ulubiona pacjentka... I to jeszcze z kolegą... Może w ramach gościnności spróbujecie trochę potraw z naszego jadłospisu. Będę wam bardzo wdzięczna.- Powiedziała pielęgniarka patrząc na mnie wielce sarkastycznym wzrokiem, jakby chciała się na mnie za coś zemścić. I cała uprzejmość błyskawicznie znikła.
- Teraz rozumiem czemu nie chk74c ciałaś tutaj wracać- powiedział do mnie szeptem Ethan.
Natomiast ja popatrzyłam sarkastycznie na niego i odpowiedziałam:
- No co ty nie powiesz...
- To spróbujecie obiadku- powiedziała uśmiechnięta pielęgniarka.
A ja wiedziałam, że nie mogę do niej zapyskować, bo będe miała w domu ochrzan stulecia. Więcej odpowiedziałam:
-Chętnie, ale jestem okropnie najedzona.
- To może ty chłopcze?- zapytała Ethana patrząc na niego wilczym wzrokiem.
- No wie pani... Ja to nie mam apetytu... Poza tym już jadłem- odpowiedział przyjaciel licząc na to, że jakoś się z tego wymiga.
-Oj dzieci... Próbowałam być uprzejma, ale to nie dla mnie. Macie to zjeść i to bez dyskusji!
- Zwiewamy!!!- krzyknął Ethan ciągnąc mnie za sobą jak najszybciej.
- Szybciej!- dodałam przyśpieszając.
- Czekajcie! Stójcie! Macie to zjeść!- krzyknęła pielęgniarka, próbując nas dogonić.
Ale było dla niej już za późno. Zaczęliśmy znów biegać po szpitalu, szukając jakiejś kryjówki na noc, aby rano, gdy zrobi się jasno znów spróbować znaleść drogę powrotną. Lecz na szczęście, nie musieliśmy czekać całej nocy. Przed szpitalem stała moja mama! I nie ukrywam, że byłam zdziwiona i zaskoczona, ale moje uczucia w tym momencie głównie przeważało szczęście! Razem z Ethanem (który był tak samo zaskoczony jak ja) pobiegłam do mamy, a ona równie zaskoczona powiedziała (a raczej krzyknęła) :
- Emma!!! - po czym podbiegła do mnie i zapytała:
- Gdzie ty byłaś oraz kim jest ten chłopiec?- powiedziała zaniepokojona.
- Co do tego pierwszego pytania, to długo by opowiadać, a co do niego, to jest Ethan.
- Jaki Ethan?! Pierwsze słyszę! Czy wy się spotykacie?!
To ostatnie pytanie, naprawdę mnie zawstydziło. Zarówno mnie jak i Ethana. To była NAPRAWDĘ niezręczna sytuacja!
- Nie mamo, nie spotykamy się!- odparłam wypierając się- To mój przyjaciel z koloni... No z tamtej co mi na nią KAZAŁAŚ jechać.
- Słuchaj Emmo, możemy pogadać na osobności?- zapytała matka wiedząc, że i tak nie mogę odmówić.
- No dobrze...- odpowiedziałam czekając na przynudzającą rodzicielską gadkę.
Razem z mamą poszłyśmy na bok, a Ethan czuł, że zaraz będzie obgadywany. No i w sumie to miał rację. Ale to nie ja go obgadywałam! Ja nawet nie chciałam słuchać przynudzającej matki.
- Słuchaj, wysłałam cię na tą kolonię, bo chciałam, abyś sobie znalazła koleżanki, a nie plątała się w kolegów!!! Przecież zapisałam cię wtedy do pokoju z Mindy i Penelopą. Nie zaprzyjaźniłyście się?
Pytanie mamy strasznie mnie zirytowało. Po prostu jak się niby przyjaźnić z przyjaciółeczkami dziuniami, które zamykają cię w małym schowku na szczotki, lub kladą ci surową rybę do łóżka. Więc odpowiedziałam:
- Nie za bardzo... Poza tym... Jakby to powiedzieć... A! Już wiem! To była kolonia świrów!
- Nie przesadzaj Emmo! To była cudowna kolonia! Zakazuję ci spotykać się z tym całym Ethanem! A teraz wracamy do domu!
- Ale nie możesz mi zakazać mieć przyjaciół!!! Poza tym chcesz zostawić Ethana w tym chorym szpitalu!?- krzyknęłam zbuntowana.
- Oj, nie martw się! Odwieziemy najpierw Ethana do jego domu, a potem wracasz do domu ze mną! Musisz się jeszcze wyspać do szkoły!
- Do szkoły! Jutro?! Przecież jest środek nocy!!!!
- Trudno, było trzeba nie uciekać kiedy było jeszcze wcześnie!- powiedziała ostrym tonem matka.
Po tych słowach, pojechałam razem z mamą i Ethanem. Ethana mama wysadziła przy jego domu (aż się boję jaki go czeka ochrzan), a ze mną wróciła do domu. Wszyscy już spali, a ja oczywiście musiałam się szykować do szkoły! Lecz, gdy weszłam do pokoju, myślałam, że zemdleję! Mój pokój wyglądał jak jakaś kraina wróżek!!!! Ściany były całe umazane różową i fioletową farbą, na podłodze i na półkach było pełno brokatu, w szafce zamiast książek leżały lalki, na podłodze leżał wielki różowy dywan, a na ścianie widziałam ogromny, naprawdę ogromny plakat z lalką Barbie!!! I wiedziałam czyja to sprawka!
- Emily, Abby, Lucy!!!- krzyknęłam jak najgłośniej, po czym w mgnieniu oka przybiegły do mnie zaspane trojaczki.
- O Emma wróciła!!!- krzyknęła Lucy.
- Podoba ci się twój nowy pokój?- zapytała z nadzieją Abby.
- Właśnie!- poparła siostrę Emily.
Cała gotowałam się w środku ze wściekłości, lecz widząc, że zrobiły to dla mnie, starałam się udawać spokojną.
- Właśnie w tej sprawie was zawołałam. Słuchajcie...
I gdy już miałam wszystko im wytłumaczyć, usłyszałam krzyk:
- Do łóżek, i żebym was już nie słyszała!
To był krzyk mamy. Widocznie usłyszała, że nie śpimy. I zanim zdążyłam ochrzanić trojaczki, ich już nie było. A ja musiałam się wykąpać, spakować do szkoły i przyszykować mundurek.
Rano byłam okropnie zmęczona i z WIELKĄ ledwością udało mi się wstać do szkoły. A pokój wyglądający jak po pawiu wróżki, wcale nie poprawiał mi nastroju. Przed wyjściem przemyłam twarz zimną wodą na rozbudzenie. I pomogło. Czułam się o wiele bardziej wyspana.
Gdy dotarłam do szkoły, nie widziałam ani Bianki, ani Nataly, co mnie naprawdę bardzo zdziwiło... Postanowiłam więc udać się do mojej szafki po książki na chemię, gdy nagle zadzwonił dzwonek. Popędziłam od razu do klasy, gdzie zobaczyłam całą moją klasę (której praktycznie nie znałam). Lecz o dziwo wszyscy bardzo ucieszyli się na mój widok. To sprawiło mi wielką radość. Ale niestety "paczka E" też siedziały w klasie. Lecz po ich zachowaniu zobaczyłam, że już w ogóle ich nie obchodzę. Bardzo mi z tego powodu ulżyło. Na chemii usiadłam z Bianką, lecz tym razem nie gadałyśmy, bo nie chciałam znowu być rozsadzona.
I gdy już myślałam, że ten dzień będzie wyjątkowo mniej fatalny niż zwykle, do klasy weszła... największa dziunia znana światowi... DUM DUM DUM... Bry!!!
Byłam przerażona, myślałam, że nigdy już nie spotkam tego diabła wcielonego! Ale to nie było wszystko! Gdy weszła Bry, pani od chemii powiedziała:
- No dobrze moi kochani! Chciałabym wam przedstawić waszą nową koleżankę. Poznajcie proszę Bridget Mc Chicken!
- Pewnie pożera pisklęta żywcem...- pomyślałam sobie patrząc na arogancką twarz Bry. Ona chyba też mnie zauważyła i również na mój widok okazywała niechęć.
Przez kolejne lekcje byłam strasznie wkurzona, że będę z tym CZYMŚ chodziła do jednej klasy. Na dodatek wredna pani od historii usadziła nas razem w ławce. To było okrutne z jej strony! Jakbym już nie miała zepsutego humoru! No cóż... Przynajmniej po powrocie do domu rodzice oznajmili mi, że wyremontują mi pokój z tego wróżkowego koszmaru...
 

 
Cześć, mogę ogłosić, że nareszcie zaczęła się długo oczekiwana majówka. Zakładam, że nie mogliście się jej doczekać tak bardzo jak ja. Nareszcie odpoczynek od masy prac domowych, kartkówek, sprawdzianów i braku wolnego czasu! :-D
Jak zauważyliście zmieniłam wygląd bloga i awatar.Liczę, że spodoba wam się ta odmiana. Piszcie o tym w komentarzach.
A w ogóle życzę wam udanej majóweczki. ;-)
To na razie tyle. Nie chcę was zanudzić.
Chloe :-D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Biegłam i biegłam słysząc wciąż jakiś głos. Ten głos to albo jest to moja chora wyobraźnia, albo znajduje się właśnie w ogromnym niebezpieczeństwie. Gdy stwierdziłam, że jestem już dosyć daleko postanowiłam usiąść w ukryciu i stwierdzić czy na pewno
nic mi nie grozi.
Siedząc tak, usłyszałam czyjeś kroki, a serce biło mi jak nigdy przedtem. Odwróciłam się spodziewając się czegoś najgorszego. I niestety się nie myliłam. To był ten przerażający klaun! Zaczął iść w moim kierunku, a ja nie miałam żadnego innego wyboru niż ucieczka. Lecz było już za późno. Klaun zaczął ciągnąć mnie w głąb lasu, a ja byłam za słaba by wyrwać się spod jego kontroli, więc zaczęłam krzyczeć:
- Pomocy, ratunku!!!
- Nikt cię tu nie usłyszy...- powiedział psychopatycznie klaun.
Bałam się okropnie lecz byłam pewna, że to nie może być mój koniec...nie teraz... Więc pospiesznie złapałam się mocnej gałęzi po czym zaczęłam ją mocno ciągnąć. Myślałam, że uda mi się wyrwać, lecz bez szans. Klaun był silniejszy. I gdy już myślałam, że to koniec, gałąź się urwała, a ja odruchowo przywaliłam nią klaunowi w jego kolorowy łeb. Zemdlał, a ja zaczęłam biec najszybciej jak umiałam, po czym znów ukryłam się, aby poukładać sobie wszystko od początku.
-Czym ja sobie na to wszystko zasłużyłam?! Przecież naprawdę starałam się być jakby nie szkodliwa. Ale to nie moja wina, że ten szpital to horror i różowe dziunie to horror i mój brat to wielki horror i...no właściwie to spora część świata jest horrorem. A ja tylko próbuje przetrwać w tym
horrorze. Masakra!
I gdy tak siedziałam, myśląc jak ZNOWU mam przetrwać, usłyszałam czyjeś kroki. I chyba domyślacie się co to oznaczało. Jeśli się nie domyślacie, to znaczy, że muszę uciekać! Znów zaczęłam biec jak najszybciej umiałam aż potknęłam się i upadłam. Wiedziałam niestety, że ktoś już za mną stoi.
- Już po mnie - pomyślałam sobie leżąc bez nadziei na to, że tym razem uda mi się uniknąć udziału w kolejnym horrorze.
Lecz o dziwo naprawdę się pomyliłam, gdyż osoba stojąca za mną zapytała:
- Nic ci się nie stało? Dzięki bogu się znalazłaś.
A głos tej osoby wydawał mi się naprawdę znajomy. Postanowiłam więc wstać i odwrócić się. I nawet nie uwierzycie jaka byłam zdziwiona i szczęśliwa jednocześnie.
- Ethan?!- spytałam niepewnie, bo nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
- Tak- odpowiedział przyjaciel uśmiechając się do mnie i podając mi rękę.
W tym momencie czułam się taka szczęśliwa i taka bezpieczna. Uściskałam go szybko po czym ze zdziwieniem zapytałam:
- Moment... Co ty właściwie robisz po środku lasu koło 23 w nocy?
- Chciałbym zapytać cię o to samo. Z resztą to długa historia.-odpowiedział przyjaciel oczekując odpowiedzi.
Przez chwilę trwała całkowita cisza, po czym odpowiedziałam:
- Nieważne...A w ogóle z kim tutaj przyszedłeś?
- Sam, a co?- odrzekł spokojnie Ethan
- A wiesz jak mamy wrócić?- zapytałam z niepokojem, lecz przyjaciel milczał.
- Jest taka mała szansa, że... mogliśmy się zgubić. - odparł z wbitym w ziemię wzrokiem.
- Oh Ethan, ty chyba sobie żartujesz! Z resztą to już nieważne... Cały świat powariował. Pewnie i tak nie uda nam się stąd wyjść, więc po co mamy próbować...
- Nawet tak nie mów!- krzyknął przyjaciel próbując wmówić mi inną rzeczywistość- Napewno jakoś stąd wyjdziemy więc po prostu zabraniam ci choćby nawet myśleć o tym, że nam się to nie uda!
- Przecież nie możesz mówić mi o czym mam myśleć- odparłam uśmiechając się do Ethana.
Przez chwilę znów trwała niezręczna cisza, aż zapytałam:
- To co robimy?
- No niewiem. Albo poczekamy do rana, albo idziemy szukać wyjścia teraz- odparł Ethan
Milczałam przez chwilę, lecz po tym przerażającym spotkaniu klauna stwierdziłam, że nie czuję się zbyt bezpiecznie by czekać. Z resztą ten klaun może być troche zły, że oberwał odemnie gałęzią.
- Choćmy od razu!- stwierdziłam, po czym pociągnęłam Ethana za sobą.
- Hej, gdzie ci się tak śpieszy?! Przecież szpital i cała reszta to chyba w drugą stronę- odparł chłopak ciągnąc mnie za sobą.
- Słuchaj, może wydać ci się to trochę śmieszne, ale nie idę w stronę szpitala, bo się po prostu boję.
-Boisz się szpitala?- zapytał z uśmiechem Ethan
- Oj nie, boje się tego co tam zobaczyłam...
- Co takiego tam widziałaś?
- Nie mogę ci odpowiedzieć, bo zaraz zaczniesz się ze mnie śmiać.
- Obiecuję, że nie będę się śmiał.
- Napewno? - zapytałam niepewnie.
- A czy ja kiedykolwiek nie dotrzymałem słowa?- powiedział chłopak, próbując załagodzić całą tą niezręczną sytuację.
- No niewiem...- odpowiedziałam wachając się czy napewno mogę zaufać komuś, kogo nie widziałam od trzech lat.
- To może zrobimy inaczej. Ty mi NIE powiesz co tam zobaczyłaś, ale pójdziemy przez ten szpital.
- No niewiem... Naprawdę się boję...- odpowiedziałam patrząc się w drugą stronę.
- Oj Emma, nie mów, że wymiękasz- powiedział Ethan, wiedząc, że jestem bardzo przewidywalna.
Teraz wiedziałam już, że chłopak nie ma zamiaru odpuścić, więc powiedziałam z pewnością w głosie:
- Chyba sobie żartujesz!? Czy gdybym zmiękła to biegłabym sama w środku nocy do ciemnego lasu?!
- W takim razie idziemy w stronę szpitala?- odrzekł licząc, że ja pod tą presją się zgodzę.
- Okej, zgoda idziemy!
I kiedy się zorientowałam, że przyjaciel mnie przechytrzył było już za późno by się wycofać. Po prostu szliśmy. Lecz po pewnym czasie zapytałam:
- Ethan?
-Co?- odpowiedział zdziwiony
- Czy my na pewno idziemy w dobrą stronę?
- No niewiem. Nie mogę być pewny tego czy dobrze określiłem drogę przy takiej ciemni. A czemu pytasz? - odrzekł zdziwiony tym moim pytaniem.
- Nic takiego. Po prostu mam już dosyć całego świata i już nie wyrabiam się w tym.
- W czym dokładnie?- zapytał zaciekawiony tym co powiedziałam.
- No wszystkim... Nic mi nie wychodzi od czasu przeprowadzki tutaj...
- Nawet nie wiedziałem, że się przeprowadziłaś i jest to dla mnie naprawdę nowa wiadomość, ale ja wiem co to znaczy opuszczać miejsca w których tyle się przeszło...
- Skąd ty niby to możesz wiedzieć?
Zanim się przeprowadziłam miałam przyjaciół... Miałam się do kogo odezwać...
- A tutaj? Tutaj nie masz żadnych przyjaciół?- zapytał zaniepokojony
- No może jedynie Biankę... A reszty to prawie nie znam...
- A ile osób znałaś tam?- zapytał Ethan próbując mi wmówić, że nie mam racji.
- To ile osób znałam tam, nie ma nic do rzeczy... Ważne jest to, co się dzieje teraz.
- Właśnie, więc zamiast rozpaczać nad tym co było tam, pomyśl o tym co możesz zdobyć tutaj.
Przez pewien czas znowu trwała cisza, a ja czułam się coraz swobodniej i coraz lepiej w towarzystwie Ethana.
- Jestem zmęczona- powiedziałam, wlokąc się za przyjacielem.
- Nie narzekaj tylko przyspiesz, jeżeli mamy w ogóle się stąd wyjść. Po jego humorze poznałam, że jest on również zmęczony, więc postanowiłam się nie odzywać, tylko trochę przyśpieszyć.
I tak wlokliśmy się przez kolejną godzinę, aż oczy Ethana rozbłysły, a on sam jakoś się bardziej ożywił.
- Emma! Widzę szpital!- zaczął krzyczeć radośnie, a ja dodałam:
- Udało nam się!
Po czym oboje zaczęliśmy biec jak najszybciej do ujżanego budynku...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Gdy byłam już poza szpitalem, rozejżałam się żeby ustalić gdzie dokładnie się znajduję. Byłam przed szpitalem.
- Dobrze wiedzieć - pomyślałam sobie, myśląc co mam robić dalej. Było tam naprawdę dużo ludzi. Większość to była ta durna, samolubna obsługa szpitalna, więc na ucieczkę raczej nie mogłam liczyć. Ale przecież z drugiej strony miałam 50 % szans na to, że jakimś NAPRAWDĘ wielkim cudem uda mi się ich ominąć.
- Ryzyko...to ryzyko...- pomyślałam sobie biorąc głęboki oddech i idąc
na przód.
Ale było o wiele trudniej niż się spodziewałam. Jakieś różowe, błyszczące lalunie z torebeczkami w których zapewne trzymały tylko błyszczyki i lakiery do paznokci przepychały się przeze mnie, a jedna z nich powiedziała zwracając się do mnie.
- Uważaj jak chodzisz wieśniaro! Twoje włosy są chyba uczulone na grzebień! Fuj! A twoje ubranie...yyh... Aż mi się chce wymiotować!
Nie mogłam już tego znieść, więc przerywając jej, krzyknęłam ostro i okrutnie:
- Zamknij się, bo twój oddech zaraz wypali mi oczy! A w ogóle mogła byś dać mi swoje zdięcie, bo mój brat nie wierzy w upiory!
Moja obrona trwała by pewnie dłużej, ale przerwała mi jej dziuniowata koleżanka mówiąc:
- Choć już Bry (czyt. Bri) i zignoruj to dziecko dżungli.
- Masz rację. A z tobą się jeszczę policzę... Jak ci tam...
Po czym odeszła dumnym krokiem z koleżaneczkami (chociaż jak dla mnie ten krok wyglądał jakby ta cała Bry miała wzdęcia). Gdy odeszła, ja dalej kontynuowałam moją ucieczkę.
I gdy tak szłam i szłam niezauważenie, uderzyłam o kogoś i upadłam na ziemię. Gdy wstałam myślałam, że zaraz stanie mi serce. Bo właśnie zderzyłam się o moją mamę! Widać było, że jest ona tak samo zaskoczona jak ja.
- Emma?- Powiedziała zdziwiona, lecz to zdziwienie nie trwało zbyt długo.
- Emma! Co ty tutaj robisz?! Mam nadzieję, że masz naprawdę dobre wytłumaczenie, bo nie obejdzie się bez wyjaśnienia!- powiedziała o wiele głośniej, a w jej oczach widać było bardzo wrogie nastawienie.
- Yyyy... No...- powiedziałam jąkając się
- No co ?- powtórzyła ironicznie- Co tutaj robisz?
- Yyyy... No bo ja... Tak jakby się zgubiłam?...- powiedziałam z nieszczerym uśmieszkiem na twarzy, czekając na odpowiedź. Lecz mama milczała. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to słaba wymówka, ale przecież minuta to dla mnie za mało, by wymyślić jakąś lepszą wymówkę.
I gdy mama już miała się odezwać, nadbiegły te dwie pielęgniarki i jedna z nich krzyknęła:
- Pani jest matką tej dziewczynki?
- Taak...- odpowiedziała zdezorientowana matka.
- To małe pyskate dziecko ciągle robi sobie samowolkę, uciekła ze szpitala i nie szanuje naszej naprawdę sympatycznej obsługi- wtrąciła jedna z nich.
- Tiaa... Sympatycznej...- pomyślałam z wielką ironią, bo sympatia to chyba ostatnie, z czym bym sobie tą obsługę kojarzyła.
- Masz na to jakieś wytłumaczenie Emmo?!- krzyknęła ostro matka oczekując odpowiedzi
Ale ja nie zamierzałam jej wcale udzielać. Zaczęłam biec ile miałam sił w nogach, gdy niespodziewanie potknęłam się o jakieś 200- kilowe sumo, porzerające ogromnego cheeseburgera. I zanim zdążyłam się podnieść, mama i te dwie jędze stały już nademną. Czułam, że jestem właśnie w centrum uwagi wielu osób. Czułam się również strasznie upokorzona i gdy już się miałam odezwać, wredota znów wbiła mi igłę w rękę, abym zasnęła.
Gdy się obudziłam, leżałam na tej sali, z której wcześniej uciekłam. Nademną siedziała mama. Wiedziałam co się zaraz wydarzy. Podpowiedź tzw. Ochrzan! I niestety nie musiałam czekać zbyt długo.
- Te panie pielęgniarki opowiedziały mi wszystko co się wydarzyło i wytłumacz mi proszę co ci strzeliło do głowy, żeby tak się zachowywać?!
- No więc już powiem. Po prostu ta cała obsługa szpitalna jest okropnie wredna i samolubna i no musiałam sama sobie radzić jakoś w tym chorym szpitalu.
- Ty sobie chyba żartujesz?!- powiedziała wychodząc z sali jakbym coś złego powiedziała.
Widocznie mi nie uwierzyła... No, ale cóż... Świat jest naprawdę niesprawiedliwy.
Wieczorem, gdy esemesowałam z Ethanem i Bianką jednocześnie (oni oczywiście się nie znają) do sali wtargnęła mama i powiedziała:
- Pakuj się, bo wracamy do domu. Czekam na ciebie w samochodzie przed szpitalem. Raczej trafisz.
Nawet sobie nie wyobrażacie jaka byłam szczęśliwa w tym momencie. Sprawdziłam i było tak coś po 22 godzinie. Szybko się spakowałam i wybiegłam z tego koszmarnego szpitala, aby wrócić w końcu do domu. Lecz przed szpitalem zamiast auta mamy zobaczyłam stojącego, przerażającego DUM DUM DUM klauna!!!
Zaczął do mnie podchodzić z psychopatycznym uśmieszkiem, a ja sparaliżowana strachem zupełnie nie myśląc pobiegłam do wielkiego ciemnego lasu, aby przetrwać...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Dzisiaj obudziłam się bardzo wcześnie. Poznałam to po tym, że za oknem była ciemnia. Nie, ciemnia to za mało powiedziane. Było tak ciemno, że za oknem nie było widać nic! Jak w czarnej dziurze! Ale czarna dziura to wcale nie była, tylko po prostu musiała być noc. Sprawdziłam godzinę na telefonie i faktycznie!,Była 1 w nocy! Przy okazji zobaczyłam, że mam z 10 nieodebranych połączeń. Ale od kogo? Tego numeru nie miałam zapisanego, więc trochę się przestraszyłam. Położyłam się i starałam zasnąć, gdy nagle dostałam esemesa. Aż bałam się spojrzeć w telefon! Lecz spojrzałam i o tym co zobaczyłam, nie wiedziałam co pomyśleć, bo treść tego esemesa brzmiała:
,,- Cześć Emmo, piszę bo nie wiem dlaczego nie odbierasz i trochę się niepokoję. Odpisz chociaż na tego esemesa, bo już nie mogę wytrzymać twojego milczenia. A w ogóle zapomniałbym się zapytać. Jak się czujesz? Jeszcze raz cię proszę! Odpisz koniecznie na tego esemesa. Do zobaczenia i na razie.'' Postanowiłam więc odpisać, ale tylko z jednego powodu. Chciałam się dowiedzieć kim jest ta tajemnicza osoba. Więc pisałam tak:
- Słuchaj gościu! Jest pierwsza w nocy, więc nie dziw się, że nie odbieram, a poza tym jestem pewna, że się nie znamy!
Po jego wysłaniu czekałam trochę niecierpliwie aż gościu mi raczy odpisać. No, bo kto to może być? Jakiś menel czy żul, albo jeszcze nie wiadomo kto. I gdy już miałam oszaleć, odpisał:
,,- Hej, po co ta złość w poprzednim esemesie? Oraz mylisz się. Jesteśmy bliskimi przyjaciółmi. Może już zapomniałaś, ale znamy się z tej kolonii z nad morza. No tej co była trzy lata temu, gdy byliśmy takimi małymi 10-letnimi dzieciakami. Na przykład pamiętasz, gdy pierwszego dnia ta dziuniowata Penelopa zamknęła nas w schowku na sprzęt na całą noc tylko dla tego, że powiedziałaś jej, że goryle są od niej o wiele ładniejsze, a ja to potwierdziłem. Albo jak jej również brzydsza od goryli przyjaciółeczka Mindy podłożyła nam do łóżek surowe ryby, tylko dlatego, że wzięliśmy ostatnie dwa budynie czekoladowe na stołówce. I było jeszcze mnóstwo, mnóstwo takich podobnych sytuacji.'' Okej, ten esemes rozjaśnił mi oczy. To był mój najlepszy przyjaciel z przed trzech lat. Ethan! Bardzo się ucieszyłam, oraz ulżyło mi. Postanowiłam więc od razu odpisać:
-No więc cześć ponownie. Sorka za ten poprzedni esemes, ale nie mam twojego numeru i byłam trochę przestraszona. A w ogóle skąd ty masz mój numer? Czuje się dobrze i owszem pamiętam Mindy, Penelopę i resztę kolonijnych dziuń. Słuchaj dochodzi druga w nocy, a ja mam jutro masę badań, więc może popiszemy jutro? Pa Ethan.
,,-Zgoda. Pa Emmo.''- odpisał przyjaciel I, gdy już naprawdę miałam iść spać, usłyszałam dziwne odgłosy z głębi korytarza. To było przerażajace! Więc postanowiłam iść i sprawdzić skąd one dochodzą. Szłam korytarzem, a serce biło mi jak szalone. Najpierw zajrzałam do sali, gdzie trzymane są akta na temat pacjentów. Ale było tam pusto. Potem zaszłam na świetlicę, ale tam była tylko lalka klaun. Aż mi gęsia skórka przeszła. Lecz już wiedziałam gdzie szukać.
- Kierunek stołówka!- pomyślałam sobie pędząc w jej stronę.
Lecz to co tam ujżałam zszokowało mnie nie na żarty. Jakaś kucharka szykowała nam obiad, a ja widziałam z czego ona go robi. Wzięła do ręki rybę i wrzyciła ją do garnka, wrzuciła tam kalafior i szpinak. Powsypywała tam jeszcze inne posiekane warzywa, dolała octu i na koniec wzięła wielki kawał szynki i potarkowała go do tego garnka. Już byłam obrzydzona, a ona na koniec to coś z garnka wsypała do miksera i powstała z tego straszna, płynna i śmierdząca breja. Gdy ,,kucharka'' wyszła, weszłam do tej kuchni i rozejżałam się. W jednej chwili poczułam się zszokowana, a w drugiej oburzona. Na drugim stole leżały czekoladowe babeczki, masa gofrów, najróżniejsze zupy i kremy, kebaby, zapiekanki, wieża stworzona z 20 pudełek pizzy, pierniki, a nawet przepyszne małe czekoladowe przekąski. A na stole pisało: ,,Jedzenie tylko dla pracowników szpitala. Dzieci nie mają prawa tego dotykać.'' Nigdy jeszcze nie miałam ochoty tak krzyczeć jak w tej chwili. Nas biedne chore dzieci karmić taką breją, a samemu objadać się takimi pysznościami! To są potwory! Okropne, okropne, samolubne potwory! Gdy wyszłam chowając pizze i kilka smakołyków usłyszałam czyiś głos. Pędem zaczełam biec do pokoju i zdążyłam w ostatniej chwili. Zjadłam kawałwek pizzy, po czym wszystko ukryłam w szafce. Powoli zaczynało coś widać za oknem, więc położyłam się spać. Gdy się obudziłam była godzina dziesiąta. Nie wiedziałam czy mam się cieszyć, że ominęło mnie śniadanie, czy się martwić, że mogli to zauważyć. Leżałam i przebudzałam się, gdy do mojej sali weszła pielęgniarka i powiedziała:
-Panienka Stevens nareszcie się obudziła! Proszę się szybciej ubierać, bo musimy iść na zastrzyk. Wrócę tu za pięć minut i liczę, że będziesz gotowa. Do widzenia. Byłam przerażona! Igła jest moim drugim lękiem tuż po klaunach. Szybko się wyszykowałam po czym weszła ta pielęgniarka i powiedziała krótko:
- Idziemy, i pociągnęła mnie za rękę, lecz ja wyrywając się krzyknęłam:
-Nie! W życiu!- Ale ona chyba się na to przygotowała. W mgnienu oka wzięła igłę i wbiła mi ją w rękę. A ja błyskawicznie upadłam na ziemię. Obudziłam się w jakiejś obcej mi zupełnie sali i usłyszałam:
- Śpiąca królewna nareszcie się obudziła- po czym zaczęła szykować igłę. Ale o wiele większą niż ostatnio!
Miałam więc tylko jedno wyjście. Uciec przez okno! Było dosyć nisko więc sprostał by temu pięciolatek. Bez zastanowienia wyskoczyłam więc przez nie, czekając na to co dalej się zdarzy...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Obudziłam się w szpitalu na jakiejś dziwnej sali. Wyglądała na salę szpitalną (chociaż jak dla mnie, to była trochę zbyt zaniedbana jak na szpital.) W sali stał jakiś gościu, chociaż w porównaniu do tej sali, od razu rozpoznałam kim on jest. Był to lekarz, i szczerze nie ucieszyło mnie to co mi powiedział. Powiedział, że przy wypadku doznałam urazu mózgu. Lekkiego, ale byłam w śpiączce. Pytałam czy przez tydzień, może najwyżej miesiąc, ale to nie były żarty. Leżałam przez okrągłe 3 miesiące! Ile to czasu zmarnowałam! Gdy leżałam i rozmyślałam nad wszystkim co mnie mogło ominąć, usłyszałam wołanie na obiad. Poszłam tam dosyć głodna, ale domyślałam się, że nie zobaczę na talerzu nic jadalnego. Według mnie, jedzenie które podają w szpitalu jest kupowane w zoologicznym. Nie myliłam się co do mojej pierwszej teorii, (a z tym zoologicznym to mam podejrzenia.) Na moim talerzu pływała jakaś ohydna breja. Aż mi się na jej widok zrobiło niedobrze. Po chwili podeszła do mnie pielęgniarka i zapytała:
- Dlaczego nic nie jesz?
-Nie mam apetytu- odpowiedziałam stanowczo
Zjedz chociaż trochę. Musisz odzyskać siły- upierała się pielęgniarka
- Naprawdę nie mam apetytu.- odpowiedziałam już nieco wkurzona
- Masz to jeść i bez dyskusji! Nie jesteś jakimś wyjątkiem- krzyknęła ostro jędza.
Szczerze mnie to zdziwiło. Bo zawsze mi się wydawało, że pielęgniarki są po to, aby wspierać chore dzieci, a nie niszczyć nam cały pobyt w szpitalu. No, ale trudno. Aby uniknąć zjedzenia tego świństwa, zwanego pożywieniem zaczęłam biec ile sił w nogach. Ale to, że szpital był ogromny, a wszystkie drzwi były identyczne nie ułatwiało mi ucieczki. I, gdy myślałam, że to już koniec i, że zaraz mnie dopadną ujrzałam moją ostatnią szansę na ucieczkę. Wielką szafę w rogu. Bez zastanowienia i nie zważając na konsekwencje wbiegłam tam. Odczułam ogromną ulgę, gdy nagle usłyszałam czyiś głos:
- Cześć jestem Lily. Zgaduje, że też uciekłaś ze stołówki.
- Jestem Emma. Skąd wiedziałaś, że akurat uciekłam ze stołówki?
-No wiesz. Jestem tutaj już trochę czasu i zdążyłam nauczyć się jak w tym szpitalu przetrwać.- odpowiedziała dziewczyna.
Moja rozmowa z Lily nie potrwała zbyt długo, gdyż szafę otworzyła DUM DUM DUM- ta wredna pielęgniarka ze stołówki. Wzięła mnie i Lily bardzo mocno za rękę (co szczerze mnie zabolało), odprowadziła Lily szybko do sali, natomiast mnie już chciała ochrzanić, gdy ocaliło mnie wezwanie tej baby do innego (nieszczęsnego) dziecka. Więc mnie odprowadziła do sali bez słowa. Leżałam na łóżku znudzona, gdy do mojej sali wtargnęła Bianka. Od razu ją uściskałam i zaczęłam wszystko jej opowiadać. Moim zdaniem dobrze jest mieć taką przyjaciółkę. Lecz wiedziałam, że ona przyszła tylko na chwilę, a gdy wyjdzie, będę tkwiła w tym koszmarze sama...
*******
Sorka, że taki krótki, ale następny rozdział będzie dłuższy. (:
 

 
Hejka, sory, że tak długo nie dodawałam żadnych wpisów, ale niestety, NAPRAWDĘ niestety nie mam ostatnio w ogóle internetu. Na dodatek zgubiłam telefon i w ogóle szukałam go już wszędzie, ale bez skutku. A żeby jeszcze powiększyć moją udrękę na telefonie miałam gotowe całe 3 nowe rozdziały Emmy, a teraz PRZEPADŁY, więc sorka jeżeli czekaliście na nie, bo teraz muszę pisać od nowa ): W razie czego odwiedzajcie bloga cały czas, bo możliwe jest to, że rozdział się pojawi. A co do telefonu, to mam zamiar kupić sobie nowy i lepszy. No to na razie tyle. Do zobaczenia
Clouie <3
 

 
Jak już mówiłam do klasy weszła Bianka i zaczęła mówić. Nie, nie, nie! Mówić to zdecydowanie nienajlepsze określenie. Ona zaczęła nawijać jak jakaś opentana:
-Przepraszam za spóźnienie, ale zaspałam, a gdy się obudziłam to pędem się ogarnęłam i chciałam wyjść z domu , ale klamka w drzwiach była odkręcona, a okna nie chciały się otwierać! Jakby cały dom coś nawiedziło! I wtedy...
Cała klasa była wsłuchana w Biankę, a ja niewiem (naprawdę, bo nic, a nic nie zrobiłam) dlaczego czułam się winna temu wszystkiemu. Nauczycielka przerwała tę sytuację:
- Dobrze dziecko siadaj, a wy reszta klasy nie drzyjcie się jak małe bachory!!! Naprawdę żeby nie umieć się zachować w pierwszej klasie!,To już nie jest podstawówka! Może od razu smoczków potrzebujecie czy czystych pieluszek!!!
Ta nauczycielka nie spodobała mi sie, była wredna i okropna. Miała pryszcze, zmarszki, okropnie denerwujący głos i koka dzięki któremu myślała, że jest taka ,,wyrafinowana" paniusia :S , chociaż było zupełnie odwrotnie. Ale nie tym babskiem się przejmowałam. Przejmowałam się reakcją Bianki. Ale przecierz nie zrobiłam nic złego siadając z moją nową koleżanką. Bianka usiadła ławkę dalej niż ja, więc łatwiej było mi z nią pogadać:
- Cześć Bianka- powiedziałam zaczynając rozmowę.
- Cześć Emma. Fajnie cię znowu widzieć.- odpowiedziała jakoś podejrzanie wesoła Bianka
Trochę mnie zdziwił jej dobry humor więc zapytałam wesoło:
- Co się stało że się tak cieszysz?
- Nie uwierzysz, ale!...
I wtedy usłyszałam ten denerwujący głos nauczycielki:
- Dziewczyny! Jest pewna zasada na moich lekcjach, taka, że się nie rozmawia. Obie macie karę. I wasza nauczycielka się o wszystkim dowie! Jak się nazywacie?!
- Emma
- Bianka
- Więc Emma się przesiada do Zacka, a Bianka usiądzie z Evanem. Szybko bo chcę jeszczcze poprowadzić lekcję!!- wrzasnęła (jędza) nauczycielka historii.
- Cześć, jestem Zack powiedział chłopak
- A ja Emma- dodałam wściekle ( bo byłam wściekła na historyczkę jędzę)
Przez resztę lekcji nie odzywałam się bo nie chciałam dodatkowej kary.
Po lekcjach, gdy już byłam naprawdę zmęczona i wściekła. Miałam wielką ochotę chociaż ten jeden raz naprawdę się wyluzować i odpocząć, pani wychowawczyni zwołała klasę na chwilę.
- Wiem, że mieliście zamiar iść do domu, ale muszę coś ogłosić. Więc droga klaso! To dopiero początek roku, ale planujemy urządzić specjalne zawody.
Patrząc na panią Johnson nie byłam zachwycona (zresztą jak reszta klasy). No bo co za zawody?! Może jakaś gimnastyka? Nigdy nie lubiłam ćwiczyć i nie zamierzam polubić. Wogóle w-f i ćwiczenia to poptostu nie moja bajka. I wtedy spytałam niepewnie.
-A czy będą jakieś ćwiczenia?
-Cóż Emmo nic ci nie obiecuje. A teraz wszyscy mnie słuchajcie. Nagrodą jest tygodniowa wycieczka do Francji, a dokładnie do Paryża. Zwycięzca może zabrać ze sobą 2 wybrane osoby z klasy. Naprawdę zachęcam do wzięcia udziału, ponieważ uważam, że każdy z was ma szansę na wygraną.
-Proszę Kate. Tu jest wszystko opisane. - powiedziała nauczycielka wręczając dziewczynie kartki.
Kate rozdała klasie kartki ze szczegółami na temat tych całych zawodów, po czym wszyscy wybiegli z klasy i dyskutowali między sobą kiedy wygrają, kogo ze sobą wezmą. Słychać było nawet kłótnie typu ,,Dlaczego byś wzięła ją , a mnie nie!" Ja bym na pewno wzięła Biankę (wkońcu to moje pierwsza i najbardziej zaufana przyjaciółka tutaj. I nie wyobrażam sobie jechać bez niej), a wogóle to ciekawe co chciała mi powiedzieć na historii, a kogo jeszcze bym wzięła to niewiem, bo za krótko jestem w tej klasie. Cały czas w drodze do domu myślałam tylko o tych zawodach. Tak bym chciała zwiedzić ten przepiękny Paryż! Taka wycieczka to niecodziennie się przecież zdarza. Od domu dzieliło mnie już tylko przejście dla pieszych. Ulica była pusta więca spokojnie chciałam już przejść, gdy nagle NIEWIADOMO skąd zaczął jechać samochód z taką prędkością, że ja nie miałam najmniejszych szans postawić nawet kroku. W moich oczach było widać lęk, przerażenie oraz brak nadziei. Natomiast ja po chwili jedyne zaczęłam widzieć to czarna ciemność... (chyba straciłam przytomność) ale i tak widziałam tylko ciemność...
  • awatar Aduszka♥: ,,W ogóle w-f i ćwiczenia to poptostu nie moja bajka'' Tak samo jak ja ;o; Chociaż się staram :>
  • awatar *Mordka*: Ciekawe, co dalej...
  • awatar Blog Clouie <3: @Anthromeda: Tak potrącił, ale przecierz będzie żyć :-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Kolejny straszny dzień, ale tym razem nik nie musiał mnie budzić. Nie spałam całą noc, bo nie wiedziałam co mam zrobić. Miałam za mało czasu na myślenie postanowiłam zadzwonić do Bianki.
- Halo, Bianka gdzie jesteś?
-Emma! Czy ty powariowałaś?! Jest 4 nad ranem! Niewiem jak ty, ale ja a ja mam zamiar jeszcze spać!?
- Naprawde? To ja zadzwonie za 2 godziny. Pa
Okej może zadzwoniłam do Bianki za wcześnie i trochę oszalałam , ale gdy jestem zaspana różnie ze mną bywa. I co zrobiłam. Poszłam do łazienki się uczesać, i wtedy zrozumiałam coś ważnego. Ja nie jestem żadną marionetką i sama o sobie decyduje! Pójdę do szkoły jakby nigdy nic! Będę sobą i już nie obchodzi mnie ta cała paczka ,,E". I kto to wie co się stanie. Ważne, że się do tego przyczynię. Po przemyśleniu wszystkiego ubrałam się w mundurek, zjadłam śniadanie i tylko chciałam, aby to wszystko się wreszcie skończyło.
Wyszłam z domu nie czekając na Biankę i pobiegłam na przystanek, aby ta cała Evelin osłupiała! Ale nie wszystko poszło po mojej myśli. Doszłam na przystanek i usłyszałam:
- Zignorowałaś mnie! Rozpuszczone włosy i i białe buty!!! Chyba ty upadłaś na łepetynę! Masz coś na usprawiedliwienie?!- Krzyknęła Evelin
- Pewnie! 3 słowa. Mam cię gdzieś!!
Koleżanki Evelin chyba próbowały mi coś przekazać, ale na darmo. Wydawało się, że Evelin chciała mi coś zrobić, albo od razu mnie zabić, ale autobus przyjechał, a gdy nie patrzyła schowałam się po drugiej stronie przystanku i usłyszałam:
-Niech to! Nawiała! Dorwiemy ją w szkole!
Odczekałam 2 minuty i wyszłam. Bałam się iść do szkoły, ale wkońcu poszłam. Jakieś 20 minut później doszłam do szkoły. Po wejściu denerwowałam się, bo nie chciałam podzielić losu Elizabeth. Okej! To ten przełomowy moment! Dzwonek szkolny zadzwonił pierwszy raz w tym roku szkolnym. Ale nigdzie nie było Bianki! Weszłam do klasy, a naszą pierwszą lekcją była historia. DUM DUM DUM. Ale ku mojemu zdziwieniu banda jędz czy coś takiego nie przyszła na lekcję. Ulżyło mi. Nie było ich zaledwie od minuty, a część dziewczyn z klasy już się do mnie zleciała z ,,prędkością światła". Aż nie wiedziałam co z robić. Jędze miały racje, że inni mnie ignorowali przez nie. Najpierw przyszła do mnie dziewczyna o długich czarnych włosach i zapytała:
-Hej jestem Alison . Może usiądziesz ze mną w ławce?
Potem kolejna:
- Jesteś pewnie Emma? Nazywam się Eli. Usiądziemy razem?
I tak chyba jeszcze z osiem dziewczyn. A powody dlaczego z żadną nie usiadłam?,Oto one: Alison mnie przerażała całą sobą (wygląd, styl, a wogóle ten jej sposób mówienia! Jakbym słyszała swój największy lęk! Klaunów)!, Eli wyglądała jak ktoś z kim zadawanie się nie byłoby zbyt rozsądnę(,nauczycielka patrzyła na nią z takimi wyrzutami. Możliwe, że już się znają), a reszta dziewczyn nie wyglądała na spokojną. I niespodziewanie weszła do klasy jeszcze jedna i odrazu rzuciła:
- Przepraszam za spóźnienie, ale mój autobus nie przyjechał.
- Siadaj - odpowiedziała sucho nauczycielka
A, że to ja miałam już dosyć zapytałam ją pierwsza:
- Cześć jestem Emma, mogę z tobą usiąść?
Stałam zdenerwowana aż odpowie. I wkońcu się odezwała:
- Jestem Nataly. Zapraszam.
Usiadłam spokojnie do ławki, gdy do klasy wtargnęła Bianka...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Na początek tego wpisu zadam wam jedno pytanie- Dlaczego coraz rzadziej odwiedzacie mojego bloga? No bo patrze na licznik odwiedzin i na ilość komentarzy i wygląda to na rzadkie odwiedziny. Czy to tak trudno zostawić choćby jeden krótki komentarz. Każdy komentarz daje mi świadomość, że pisze dla innych, a nie tylko dla siebie. Napiszcie tylko, gdzie robie błąd, lub co mogę wstawiać, abyście z chęcią to czytali. Będę wam bardzo wdzięczna jeżeli nie zignorujecie tego wpisu. Piszę to wszystko od serca <3
Clouie<3
  • awatar Weronikaa Cover ♥: Ja też czasami uważam, że nikt nie czyta moich wpisów i w ogóle to piszę dla siebie a nie dla innych. Jeśli chcesz więcej komentarzy to komentuj innym :D
  • awatar ♥ Destiny ♥: Super blog...dopiero weszłam i już mi się podoba♥ będę tu częściej wpadać... Zapraszam do mnie...
  • awatar Aduszka♥: Dopiero co weszłam, ale na pewno zostanę na dłużej ^-^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Przerażająca dziewczyna wkońcu się odezwała:
- Ty jesteś nowa więc zapewne nas nie znasz. Nas nas czyli mnie i moją paczkę. Ja jestem Evelin To jest Elinor, a to Elissa. Jesteś od teraz w naszej paczce. I nie chcę słyszeć narzekań bo w tej klasie żądze ja, a towarzyszyć mi mogą (muszą) te osoby, które sobie wybiore. Byłam przerażona bo te dziewczyny mi się wcale nie podobały. Były takie wścipskie i wredne, czyli jak na mój sposób myślenia były osobami przed którymi ostrzegała mnie Bianka. No to postanowiłam zrobić coś czego zbyt często nie robię. Sprzeciwiłam się:
- Weź się dziewczyno ogarnij się! Założe się, że jak byłaś mała wypadłaś z wózka prosto na twarz!!!
- Skąd ona to wie?- zapytała szeptem Evelin swoje koleżanki. Chociaż i tak to słyszałam i zaczęłam chichotać.
- Ty nie masz nic do gadania! Jesteś Emma, a jak zauważyłaś my też jesteśmy na E. Można nas nawet nazywać paczką ,,E" .Chociaż nie wiem czemu nazywają nas ,, nadęte diwy".
- Wiesz, że nie powinnaś mówić tego na głos. - szepnęła Elinor - Och chyba to wiem! Ty kretynko. - odpowiedziała wkurzona Evelin do koleżanki.A co do ciebie nowa! Trzymaj.- Evelin podała mi kartkę.
- Co to jest?
- No kartka ze wszystkim co musisz o nas wiedzieć, aby jutro wejść do szkoły jako jedna z ,,E".
- A wy się nie nazywacie ,,nadętne diwy"?- zapytałam żartobliwie.
Nie! i jeszcze jedno nie ignoruj nas, bo ostro tego pożałujesz.
Nawet nie zauważyłam kiedy odeszły, ale byłam zdezorientowana i przerażona. Nie wiedziałam co robić więc wróciłam do domu, przebrałam się w normalne ciuchy, położyłam się się na łóżku i zwyczajnie tylko leżałam i tak przez godzinę, potem z dwie, a po trzech godzinach leżenia z głową wpatrzoną w sufit do drzwi mojego pokoju ktoś zapukał.
Szybko usiadłam i krzyknęłam:
- Proszę!
Wtargnęła Bianka i powiedziała:
- Co z tobą?
- Nic, tylko nie mam na nic ochoty. Zupełnie na nic.
- Co się stało? Czekałam na ciebie przed szkołą z 20 minut.
- Tak, racja wybacz. Poprostu zaczepiła mnie jakieś ,,nadęte diwy" czy coś takiego, jedna z nich mi zagroziła i dała karteczkę.- powiedziałam znowu, a z oka popłynęła mi łza.
- Jaką karteczkę?
- No tą.- rzekłam wyciągając na wierzch karteczkę.
- Czytałaś już ją?- zapytała zatroskana Bianka
- Jeszcze nie. A wogóle ta Evelin przypomina mi Christinę. Z mojej szkoły. Nie nawidziłam jej.
-W każdym miejscu na świecie żyje minimalnie jedna jędza, ale na to niestety nie ma rady. No, a teraz zobaczmy tę karteczkę.- Bianka zaczęła czytać karteczkę:
- Uczesz się w wysokiego kucyka i załóż srebrne trampki ,bo taki jest nasz styl. Przyjdź na przystanek na ul. Leicester Road o 7.25. Tam się spotkamy. Resztę szczegółów podam ci ustnie. I pamiętaj! Nas się nie ignoruje bo pożałujesz. Poważnie! Myślisz, że dlaczego nikt się do ciebie nie odzywał na rozpoczęciu roku. Nasza nowa człońkini paczki ,,E"
Podpisano: Evelin, Elinor i Elissa.
- I co ja mam zrobić Bianka!!
- Jak to co. Nie przychodź tam i tyle!!
- Ale powiedziały, że tego pożałuję!
- Poprostu czekaj w domu. Ja po ciebie zajdę i nie dorwą cię, bo nie będziesz sama.
- A powiedz czy ich trzeba się bać?
- Nie chcę cię straszyć, ale to prawda. One są niebezpieczne, a szczególnie Evelin. Jak się rok temu im taka Elizabeth postawiła to one zamknęły i więziły ją w szkolnej piwnicy, ale to dopiero później. Najpierw zaczęły ją czymś szantarzować i groziły, że je wstawią to do internetu jak do nich nie dołączy. I nie dołączyła to ją uwięziły.
- I co się stało z tą Elizabeth?- zapytałam przerażona.
-Gdy już ją znaleźli leżała długi czas w szpitalu, a potem się przeprowadziła. A ja nie chcę, żeby to samo spotkało ciebie. Bo to identyczna sytuacja. Wprowadziła się, a one zrujnowały jej psychikę. Elizabeth też była moją przyjaciółką, tyle, że jej błędem było ukrywanie problemu.
- Dzięki, ale nie pomagasz. Tak szczerze to mnie jeszcze bardziej straszysz.
- Tak wybacz. Ale trzymaj się mnie to nic ci nie będzie.
- Dzięki, a Bianka jeszcze jedno.
- Co?
- Co się stało, że Evelin nie została ukarana?
- Kiedyś w paczce było ich 4, ale ona to zwaliła całą winę na jedną z nich. To chyba była Edna. I wzięli ukarali niewłaściwą osobę..
-Żal mi jej- rzekłam ze smutkiem
- Mi też, muszę już lecieć.
- No to pa
-Pa
Z chwilą gdy Bianka wyszła do pokoju wbiegła posmutniała Abby.
- Hej Abby, (a może to Emily czy Lucy- pomyślałam) co się stało?
- Dziewczyny zawarły sojusz z Mike' m i teraz polują na mnie! Gonią mnie po całym domu z wiadrami farby, a ja już mam dość!
- Spokojnie możesz sie ukryć u mnie. Ale krótko.
- O Emma! Dzięki!- odpowiedziała radośnie dziewczynka.
Po jakiejś godzinie moja siostra zaczynała mnie wpieniać i gdy już miałam krzyknąć, powstrzymał mnie dzwonek do drzwi. Wybiegłam z pokoju i pobiegłam otworzyć w drzwiach stał listonosz z paczką. W pokoju otworzyłam paczkę, a tam leżał szkolny mundurek. Pomyślałam sobie, że nie wygląda tak źle. Bo niektóre mundurki są naprawdę paskudne. Zaczęłam się zastanawiać nad paczką ,,E". I znowu zadzwonił dzwonek do drzwi. Pobiegłam i znowu otworzyłam drzwi. I tam ujrzałam je! Paczkę ,,E"
- Cześć Evelin! Co tutaj robicie?- spytałam zszokowana.
- Wchodzimy!- powiedziała stanowczo po czym wszystkie weszły mi po chamsku do domu.
- Gdzie masz pokój?
- Schodami na górę i prawo.
Gdy weszły mi do pokoju na łóżku siedziała Abby i bawiła się swoją ulubioną lalką.
-Co to za mała smarkula?
-To moja młodsza siostra i nie nazywaj jej tak! Jeszcze jedno określenie MAŁA SMARKULA pasuje do ciebie idealnie! - krzyknęłam zdenerwowana
- A ta lalka to pewnie za 2zł z bazaru- dodała arogancko Evelin
- Przestań!- krzyknęłam jeszcze głośniej.
- Ej mała nie myślałaś żeby sprawdzić czy nie ma cie daleko stąd- zaśmiała się Evelin zwracając się do Abby.
Moja młodsza siostra wybiegła z płaczem z pokoju. A ja miałam już ochotę zabić tą całą Evelin.
- Idź stąd ty głupia arogancka szantarzystko! Idź i nie wracaj!
- O czyli teraz się żądzisz? Jutro na przystanku naucze cię dobrych manier!
Evelin ze swoją paczką wyszły oburzone, a ja zadzwoniłam do Bianki żeby wszystko sobie poukładać i żeby sobie ulżyć.
 

 
Hej nie mam pomysłu na wpis. Mogę was powiadomić, że ferie mi się już skończyły
I chcę wiedzieć czy wstawić już 2 część opowiadadania. Czy będziecie czytać. Paparatki
Clouie
 

 
To jest pierwsza część mojego nowego opowiadania. Życzę miłego czytania.
****
Jestem Emma, a to jest mój pierwszy dzień w szkole. Jak zwykle bardzo ciężka pobudka (wkońcu się udało jak Mike oblał mnie lodowatą wodą. Od razu wyskoczyłam z łóżka jakby w środku czaiły się matematyczki , które tylko czychają aż zrobie coś nie tak!) Mike to mój młodszy, 11letni bardzo wkurzający brat. Mama poprosiła go, żeby mnie ,, lekko pokropił" zimną wodą jakbym nie wstawała, a on wziął 3 litrowe wiadro i wylał je na mnie za jednym zamachem. Po śniadaniu czułam się bardzo zdenerwowana bo to nowa szkoła 1 gimnazjum oraz wpienił mnie ten incydent z wiadrem lodowatej wody. A czego się bałam? Tego, że nie znajdę żadnych przyjaciół i będę samotna, gdy inni będą się razem świetnie bawić. Oczywiście w domu towarzystwa mi nie brakuje! Bo oprócz Mike'a mam jeszcze 3 rodzeństwa. To koszmar. No bo jak ma być gorzej. Trojaczki mające po 7 lat! Emily, Abby i Lucy. No to jak już mówiłam, gdy dotarłam do szkoły wszyscy mi się przyglądali jakby było coś ze mną nie tak. Podejżewałam, że osoby stojące na rozpoczęciu roku szkolnego pod tabliczką ,,1d" mogły być wcześniej jedną klasą. W klasie przekonałam się, że miałam rację. Nasza nowa wychowawczyni p. Johson wydawała się być sympatyczna, ale dziwna. Przedstawiła mnie klasie na samym początku tuż po tym jak sama się przedstawiła. Na apelu nikt się nawet do mnie nie odezwał. Wtedy nauczycielka rzekła:
- Droga klaso wiem, że wszyscy się już znacie, ale chcę wam przedstawić waszą nową koleżankę Emmę Stevens. A teraz może opowiedz nam coś o sobie Emmo. Oczywiście reszta klasy też znajdzie na to czas. Proszę zacznij.
Wtedy serce zaczęło mi dudnić okropnie. Te ich wlepione we mnie gały czekały tylko aż coś powiem i się zbłaźnię. Ale taka właśnie jestem: nieśmiała i boję się każdego, drobnego potknięcia. Niestety się nie zmienie. Wkońcu twarze innych uczniów okazywały znudzenie i zdenerwowanie. Pomyślałam sobie: Okej spokój Emma poradzisz sobie. Trochę wiary w siebie i zdziałasz wszystko. Noi zaczęłam mówić:
- Nazywam się Emma ...
I wtedy ktoś mi przerwał krzycząc:
- Mów coś czego nie wiemy!
- No to tak. Mam 13 lat, przeprowadziłam się tutaj z miesiąc temu. Mam 4 rodzeństwa. Siostry trojaczki i brata...
Po opowiadaniu ulżyło mi, że ich gały spuściły ze mnie wzrok. Ale wtedy prawie zasłabłam jak cała klasa, gdy pani powiedziała o mundurkach szkolnych. O jak ja nie nawidzę mundurków! Już w tej galówce czuje się fatalnie! Wychodząc z klasy zaczepiła mnie dziewczyna:
- Cześć ty pewnie jesteś Emma? Jestem Bianka. Siedziałam w klasie 2 ławki przed tobą.
- Tak jestem Emma. A co?
- Chcę cię tylko uprzedzić jak zawsze jest z nowymi oraz wiesz ostrzec z kim się za nic w świecie nie zaprzyjaźniaj. Jak chcesz możemy się spotkać jutro to ci wszystko opowiem.
- Wolę dzisiaj bo jutro będzie trochę za późno.
- No racja. Możemy pójść od razu, tylko gdzie się lepiej spotkać?
- To zależy.
- Od czego?
- No czy masz jakieś rodzeństwo?
- Nie. Jestem jedynaczką.
- No to zdecydowanie u ciebie bo mój dom można nazwać wariatkowem.
- Zgoda idę zadzwonić do mamy że przyjdziesz. To pa.
- Pa.
Wszystko wydało mi się zupełnie inne. Czyli lepsze. Już pierwszy dzień, a ja mam nową koleżankę. Może zostaniemy przyjaciółkami? Narazie tyle mi wystarczy. Bianka wydaje się być bardzo dobrą osobą do przyjaźni. I gdy już szłam korytarzem przed szkołę, aby spotkać się z Bianką, na drodzę stanęły mi 3 dziewczyny. Twarze miały bardzo aroganckie. Przybliżały się coraz bardziej aż nie zauważyłam, że jestem przy samej ścianie. Korytarz był pusty więc zaczęłam się dosyć niepokoić, bo te dziewczyny nie wyglądały tak sympatycznie jak Bianka i wtedy jedna z nich stanęła nademną z twarzą jakby chciała mnie pożreć z bułką i frytkami. Zaczęłam bać się okropnie. Czekałam tylko na to co się wydarzy....

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Hej w tym wpisie potrzebna mi jest wasza porada. Wczoraj się nudziłam i zaczęłam pisać opowiadanie. Wkońcu wpadłam na to, aby wstawić je na bloga. Główną bochaterką opowiadania jest 13-letnia Emma. Dziewczyna jest nowa w szkole i za wszelką cenę chce znaleść przyjaciół oraz przeżywać różne śmieszne, a czasami zwariowane rzeczy. Tylko nie wiem czy będziecie je czytali. Prosze zostawcie komentarz pod wpisem. Każdy komentarz to coraz większa motywacja.
Clouie<3
 

 
Dzisiaj jest jeden z najlepszych dni w roku czyli Tłusty czwartek. Zjadłam jak narazie 4 pączki, ale zjem ich więcej. Narazie nie dodam nic dłuższego, ale proszę obejżyjcie ten filmik, a wybuchną wam ze śmiechu płuca! Nie no żartuje, ale obejżyjcie go do końca bo jest nie na żarty zabawny. Ten filmik to wyjaśnienie skąd się biorą misie polarne w przekomiczny sposób. Obejżyjcie to plis i napiszcie jak się podobało. Oto link:
https://youtu.be/ht_5KUnvj98.
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.